[Rozmiar: 11391 bajtów] [Rozmiar: 5926 bajtów] [Rozmiar: 10060 bajtów] [Rozmiar: 6084 bajtów]

Biografia

 

Home
Biografia
Wydane w Polsce
Wydane za granicą
Wydane w Rosji
O Krzyżanowskim
О Кржижановском
Wydarzenia
Utwory
Galeria ilustracji
Ciekawe linki
Podziękowania
Kontakt

Spis treści

Powrót Zygmunta K.


Воспоминания о Кржижановском


Tu mieszkał

Анна Бовшек. Жизнь поперек строк - film dokumentalny

O poczuciu narodowości Zygmunta Krzyżanowskiego


Powrót Zygmunta K.

Zygmunt Krzyżanowski, wielki Polak, rosyjski pisarz, europejczyk w pełnym znaczeniu tego słowa, prozaik i eseista, znawca Szekspira i Kanta, dramaturg, scenarzysta, myśliciel, tłumacz polskiej literatury pięknej na język rosyjski i jej badacz. Stał się największym odkryciem literatury europejskiej ostatniego ćwierćwiecza, choć teoretycznie należy do zupełnie innej, odległej od nas w czasie epoki – urodził się w 1887 r., zmarł w 1950 r. Wydaje się to paradoksalne, ale bo też całe życie Krzyżanowskiego pełne było paradoksów, które nadal oddziałują na jego „życie po życiu”. Szukając odniesień dla tego genialnego pisarza, który wrócił do życia (literackiego) prawie pół wieku po swojej fizycznej śmierci, odbiorcy, zwłaszcza krytycy, stawiają go obok Franza Kafki, z którym zbliża go epoka literacka, choć Kafka zmarł, kiedy Krzyżanowski dopiero rozwinął się jako prozaik, Jorge Luisa Borgesa, Michaiła Bułhakowa, a spośród polskich pisarzy – Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) i Witolda Gombrowicza. Oczywiście takie porównania, choć w jakiś sposób sytuują Krzyżanowskiego na mapie literackiej, to jednak nie mają sensu. Ten pisarz jest samoistny, sam siebie tworzył, świadomie i długo.

Losy rodzinne Zygmunta Krzyżanowskiego były dość typowe w Imperium Rosyjskim w XIX w. Za udział w Powstaniu Styczniowym majątek rodzinny został skonfiskowany, a sama rodzina znalazła się na Syberii. Po odbyciu kary wolno jej było z Syberii wyjechać, ale nie wolno było zamieszkać ponownie na terytorium Królestwa Polskiego. Zamieszkali w Kijowie. Ojciec przyszłego pisarza, Dominik Krzyżanowski, przez ponad trzydzieści lat prowadził księgowość w cukrowniach Riabuszyńskich (inne źródła podają: Morozowych) w okolicach Kijowa. Kupił dom dla powiększającej się rodziny. Tam w 1987 r. urodził się Zygmunt, jego jedyny syn. Wzrastał w dobrych warunkach materialnych i kulturalnych, otoczony miłością, a dość szybko także podziwem. Bo też był niezwykle zdolny i żądny wiedzy. Pragnął zdobyć odpowiednie wykształcenie, aby spełnić zadania postawione mu przez los, bo po to przecież obdarzył go rozlicznymi talentami. Musiał jednak wykryć, jakie to są zadania. Dążąc do tego celu, Krzyżanowski długo się kształcił się, zdobywał rozległą wiedzę, uprawiał też wiele dziedzin sztuki.

Rodzinie Krzyżanowskich powodziło się na tyle dobrze, że mogła sobie pozwolić na wszechstronne wykształcenie jedynego syna – Zygmunt przebywał w gimnazjum niemal do 20. roku życia, a potem nie śpieszył się z ukończeniem wydziału prawa, które studiował przez sześć lat na uniwersytecie w Kijowie, równolegle z filologią klasyczną. Interesowała go też matematyka i literatura, astronomia, teoria sztuki i filozofia. Opanował biegle siedem języków, w tym łacinę i grekę. W latach 1912-1913 odbył podróż po uniwersytetach Francji, Włoch, Szwajcarii i Niemiec, gdzie słuchał wykładów w interesujących go dziedzinach. Wraz z wybuchem I wojny światowej powrócił do rodziny, i wkrótce zaistniał twórczo w środowisku naukowym i artystycznym Kijowa.


Z. Krzyżanowski we Włoszech

Zygmunt Krzyżanowski spędzający wakacje we Włoszech w 1912 r.
Zdjęcie znalezione w Internecie ze zbiorów Rosyjskiego Archiwum Państwowego Literatury i Sztuki.


Krzyżanowski długo zastanawiał się, do czego go los przeznaczył. Przez wiele lat skłaniał się ku filozofii, był wielkim miłośnikiem i znawcą Kanta. Ale wreszcie, już po rewolucji i wojnie domowej szalę przeważyły zainteresowania artystyczne – literatura i teatr. Wybór między Kantem i Szekspirem, jak to określił sam pisarz, został dokonany – na korzyść mistrza ze Strattfordu.

Krzyżanowski długo zastanawiał się, co jest jego prawdziwym powołaniem twórczym. Przez wiele lat skłaniał się ku filozofii, był wielkim miłośnikiem i znawcą Kanta. Ale wreszcie, już po rewolucji i wojnie domowej szalę przeważyły zainteresowania artystyczne – literatura i teatr. Wybór między Kantem i Szekspirem, jak to określił sam pisarz, został dokonany – na korzyść mistrza ze Stratfordu. Do końca jednak jego pracy twórczej Kant był stale obecny w tym, co tworzył.

Wróćmy do dzieciństwa i lat młodzieńczych, które miały duże znaczenie dla ukształtowania osobowości przyszłego pisarza. Matka Zygmunta, Fabiana, marzyła o kontynuowaniu studiów pianistycznych w paryskim konserwatorium, na co nie pozwoliły jej rosnące obowiązki rodzinne, Niemniej jednak długie godziny spędzała przy domowym fortepianie na „niekończących się spotkaniach z Chopinem”. To po matce właśnie Zygmunt Krzyżanowski odziedziczył wyjątkową muzykalność, jej zawdzięczał znajomość techniki fortepianowej, a profesjonalizm w tej dziedzinie dał potem o sobie znać w jego prozie, w której obecne są motywy związane z muzyką. Był nawet moment, gdy ze względu na znakomity głos – bas baryton – zastanawiano się nad jego karierą muzyczną. Kariera artystyczna nie byłaby w tej rodzinie niczym dziwnym: siostra Zygmunta, Stanisława, odnosiła sukcesy jako aktorka, a kuzyn Włodzimierz, zmieniwszy rodowe nazwisko na Tiezawroski, również wybrał tę drogę twórczą, m.in. związał się na całe lata z teatrem Stanisławskiego, a potem z teatrem Meyerholda. Dzieje bliższej i dalszej rodziny Krzyżanowskiego są dość obszernie przedstawione w książce Niny Mole-Bielutinej „Wiek XX widziany z Moskwy”, z której zaczerpnęłam wiedzę o cytowanych postaciach.

Nadeszła pora, kiedy Zygmunt Krzyżanowski musiał wybrać, gdzie będzie się spełniać jako pisarz. Kijów był mu już za ciasny, za bardzo prowincjonalny. Ale też w tamtym okresie – początek lat 20. – mógł z tego Kijowa wyjechać gdzie chciał. Stary porządek społeczny został zmieciony przez rewolucję, rodzice nie żyli, majątku nie miał, bo majątek najbliższej rodziny przepadł już znacznie wcześniej, po Powstaniu Styczniowym; miał dziedziczyć po wuju niewielką majętność pod Kijowem z przepięknym ogrodem, ale po zamęcie lat rewolucji odziedziczył stare drewniane biurko, które zostało spalone podczas mrozów w latach wojny domowej i zamszową marynarkę, która przez długie lata stanowiła jego najelegantszy ubiór. Reszta przepadła w zawierusze dziejowej. Myślał o wyjeździe do Europy Zachodniej. Studiował tam w wielu krajach, znał języki obce, był wykształcony. Mógł pojechać do Polski, był przecież i czuł się Polakiem, zresztą do końca życia bardzo sobie cenił swoje polskie pochodzenie. Nie mógł się jednak zdecydować.. Nigdzie go konkretnie nie ciągnęło. I wtedy na horyzoncie błysnęła Moskwa. Po pierwsze – miał tam rodzinę. Ale, co dla niego było ważniejsze i przeważyło – w tamtym okresie, tj. na początku lat 20. XX wieku, dla literata i człowieka teatru było miasto bajeczne. To nic, że zimne i głodne, zrujnowane przez rewolucję i wojnę domową. Moskwa w tamtym okresie prawdziwie żyła sztuką, zwłaszcza teatralną, która Krzyżanowskiemu była szczególnie bliska. Tworzyli tam Stanisławski i Kurbas, Mardżanow i Meyerhold, Wachtangow i Michoels, Tairow i Michaił Czechow. Wszystkich, z wyjątkiem Wachtangowa, Krzyżanowski znał. Z Tairowem przez blisko dwadzieścia lat bezpośrednio współpracował. Wykładał w Studiu przy Moskiewskim Teatrze Kameralnym, adaptował dla tego teatru powieść Chestertona „Człowiek, który był czwartkiem”, która przez miesiące była wystawiana z wielkim powodzeniem, a zeszła z afisza z powodu nieszczęśliwego wypadku, który wydarzył się na scenie. Teatr Kameralny przez blisko dwa dziesięciolecia (do 1950 r., kiedy to decyzją sowieckiej władzy Teatr Kameralny został zamknięty) stanowił dla niego ważne oparcie twórcze i życiowe. Sam też był tam bardzo ceniony.


Z.Krzyżanowski


Przede wszystkim jednak od przyjazdu do Moskwy dużo pisał: opowiadania, powieści, scenariusze filmowe, pisma filozoficzne i krytyczne. W ciągu kilkunastu lat powstała większość jego prozy literackiej, która zyskała mu uznanie i sławę w środowisku. Niestety tylko tam, bowiem za życia nie doczekał się druku tych utworów. Krzyżanowski nie pisał tak, jak tego żądały władze, które ustanowiły surową cenzurę, mającą prawo decydowania, co wolno drukować, a czego nie. Utworów Krzyżanowskiego nie wolno było drukować, zwłaszcza, że nie szedł na żadne ustępstwa. Swoją „drogę przez mękę z sowiecką cenzurą opisał w opowiadaniach powstałych w latach 20 (m.in. „Zakładka do książki”). Wszelkie próby pisarza, aby być jak wszyscy, przystosować swój sposób myślenia do otoczenia, okazały się beznadziejne. Dziwna proza Krzyżanowskiego, jej filozoficzne, satyryczne, liryczne fantasmagorie, opowiadania-metafory, opowiadania symboliczne w żadnej mierze nie pasowały do odgórnych wytycznych, którymi musiał kierować się cenzor. Życie literackie w Związku Radzieckim zmierzało do ustanowienia realizmu socjalistycznego, jako jedynego kierunku obowiązującego w sztuce radzieckiej, bo tylko on był „na miarę nowych czasów”. To zaś, co Europa zaczynała cenić u – debiutującego niemal równolegle z Krzyżanowskim – Kafki, w stalinowskim państwie, a i poststalinowskim ZSRR, nie pasowało do obowiązujących schematów. Za życia Krzyżanowski prawie nie był drukowany, nie ukazały się drukiem jego dzieła, dzięki którym był znany w środowiskach twórczych i uznawany za wielkiego pisarza przez najwybitniejszych twórców epoki. Ale bo też jego utwory w tamtych latach i przy tamtych wymogach cenzury rzeczywiście nie nadawały się do druku, a gdyby jednak zrządzeniem losu wyszły edycje jego utworów, np. Autobiografii trupa, czy zwłaszcza Powrotu Münchhausena, mogłoby to dla samego autora skończyć się tragicznie, dość wspomnieć losy Babla, Pilniaka, Charmsa, Wasiljewa, Wiesiołego i wielu innych.

W 1950 r. Zygmunt Krzyżanowski zmarł. Minęło kilka dziesięcioleci i nagle, fortuna się odmieniła, maszynopisy jego utworów, porastające kurzem w archiwum literackim w Moskwie, w którym, zgodnie z wolą Krzyżanowskiego, złożyła je rodzina, wychynęły z niebytu. Krzyżanowski jako pisarz powrócił do życia, tym razem na dobre. Od końca lat 80. ukazało w Rosji wiele tomów jego prozy, wyszło duże, 6-tomowe wydanie „Utworów zebranych” w opracowaniu Wadima Perelmutera, z jego obszernym wstępem, licznymi przypisami i komentarzami. Może ta edycja nie jest jeszcze ukończona, bowiem początkowo miała obejmować pięć tomów. Od piątego tomu stało się wiadome, że tych tomów będzie w „Utworach zebranych” sześć. Tom VI wyszedł, ale nadal pojawiają się nowe utwory i materiały autorstwa Zygmunta Krzyżanowskiego. Może wydanie jego „Utworów zebranych” nie zostało jeszcze zakończone. Nie tylko zresztą ta wielotomowa edycja wychodzi w Rosji. Wydaje go wielu wydawców. Od lat jest tłumaczony na języki obce i wydawany m.in we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Angii, USA. W Polsce ukazały się dotychczas cztery zbiory opowiadań tego autora oraz powieść „Powrót Münchhausena”. W przygotowaniu jest dwutomowa edycja jego „Teatraliów”, zawierająca m.in. eseje o Szekspirze. Te Szekspiriana, napisane blisko 80 lat temu i opublikowane w niszowych, niskonakładowych pismach, nieznane społeczności światowej, po odszukaniu i opublikowaniu okazały się dzisiaj nadal odkrywcze dla znawców i pasjonujące dla czytelników interesujących się Szekspirem.

Dzisiaj Zygmunt Krzyżanowski jest pisarzem co prawda znanym w świecie, zwłaszcza wśród twórców i uczonych, ale tzw. szeroki czytelnik miewa trudności z odbiorem jego prozy, dlatego niezbyt chętnie go czyta, bo też te teksty wymagają, żeby je rzeczywiście przeczytać, a nie tylko przejrzeć, dopiero ich wnikliwa lektura daje prawdziwą satysfakcję. Przy czym wcale nie trzeba być do tego wielkim erudytą, choć sam Krzyżanowski takim erudytą był, wystarczy czytanie ze świadomością, że w każdym przeczytanym zdaniu zawarte są tropy, których odszukiwanie jest pasjonującym zajęciem. Tym większą radość mają czytelnicy erudycyjnie przygotowani. Chyba dlatego powstało już wiele fan-clubów Zygmunta Krzyżanowskiego, najwcześniej we Francji i w Niemczech, ale zaraz potem i w innych krajach, m.in. Rosji, USA, a także w Polsce.

Wiesława Olbrych


Powrót do spisu treści

А. Бовшек

ГЛАЗАМИ ДРУГА
Материалы к биографии
Сигизмунда Доминиковича Кржижановского


Okładka «Возвращение Мюнхгаузена»

Всю мою трудную жизнь
я был литературным небытием,
честно работающим на бытие.

С. Кржижановский

КИЕВ

I

Киев. 1920 год. Я иду по улице вдоль сплошной стены снега и выбеленных инеем деревьев. Огромные сугробы на тротуарах и мостовой стоят неподвижно, терпеливо дожидаясь первых теплых лучей солнца, чтобы, превратившись в шумные водные потоки, заявить о приходе весны. На улице мало прохожих, еще меньше проезжих. Изредка слышится тревожное цоканье копыт, проносится одинокий всадник или целый отряд конных. По тому, как выглядят всадники: в широких красных штанах, с оселедцами на головах и с пиками наперевес, в черных мохнатых шапках или в серых шинелях и фуражках с пятиконечной звездой,— можно определить, чья власть в городе: петлюровцев, белых или красных. Сейчас в Киеве большевики и относительный порядок.

Проходя мимо дверей консерватории, я замечаю прибитое четырьмя гвоздиками небольшое печатное объявление:


ЭКОНОМИЧЕСКОЕ ОБЩЕСТВО УЧАЩИХСЯ КОНСЕРВАТОРИИ.
СЕМИНАРИЙ ПО ОБЩИМ ВОПРОСАМ МУЗЫКИ
А. К. БУЦКОГО.

С. Д. Кржижановский

Чтения и собеседования по вопросам искусствa
6 чтений первого цикла

1. Четверг 1 марта Культура тайны в искусстве
2. Понедельник 5 Искусство и «искусство»
3. Четверг 8 Сотворенный творец (И. Эригена)
4. Понедельник 12 Черновики. Анализ зачеркнутого
5. Четверг 15 Стихи и стихия
6. Понедельник 19 Проблема исполнения

Чтения будут проходить в зале консерватории. Начало в 8½ вечера.
Абонементы на все чтения 500 рублей.


О Кржижановском, его лекциях, выступлениях по вопросам музыки я слышала не раз. Все говорили: интересно. В самом деле, объявленный цикл любопытен. Надо послушать; если можно, познакомиться с лектором; но у меня нет пятисот рублей, необходимых для покупки абонемента, и не .предвидится скорой получки. Можно бы зайти в консерваторию, там почти наверно встречу кого-нибудь из знакомых, кто за меня поручится, но я поздно вышла из дому и теперь спешила к назначенному часу в наробраз, куда была вызвана на совещание. Сегодня там решался вопрос о польском театре: организацию его предлагала известная польская актриса С. Э. Высоцкая. Я уже кое-что знала о ней, видела ее в Москве, когда она приезжала к Константину Сергеевичу Станиславскому побеседовать с ним, познакомиться с -основными положениями его «системы» и режиссерским методом. Она не раз приходила на занятия студии театра, особенно в те дни, когда их вели Константин Сергеевич или его талантливый ученик Евгений Багратионович Вахтангов. Очень высокая, статная, прямая, с правильными чертами крупного лица и низким, грудным голосом, она походила на рисунки с изображением римских матрон. Казалось, что именно такой должна быть трагическая актриса. Очутившись случайно в Киеве и не имея возможности вернуться на родину — в Польшу, она тосковала без любимой работы и задумала создать здесь польский театр.

Когда я вошла в комнату наробраза, там уже собралось человек двенадцать. Среди присутствовавших — мой бывший преподаватель театральной школы Владимир Владимирович Сладкопевцев, талантливый автор и исполнитель 'юмористических рассказов. Встретившись со мною в Киеве, он взял меня под свое покровительство и нередко называл мою кандидатуру для выполнения заданий, связанных с жизнью театра и театральных школ.

Высоцкая докладывала о характере будущего театра, о плане работы. В Киеве не было польских актеров-профессионалов, труппа должна была состоять из любительской молодежи. Спектакли будут на русском языке, но репертуар исключительно польский: пьесы Словацкого, Выспянского.

Начались высказывания. Сидевший рядом со мной Сладкопевцев указал мне на высокого, слегка сутулившегося человека в зимнем пальто, большой шапке, закрывавшей пол-лица, и сказал — это Кржижановский. Разглядеть Кржижановского было трудно, тем более что он сидел в темном углу. Не разглядела я его и тогда, когда ему было предложено высказаться. Не поднимаясь с места, он заметил только, что высоко ценит поэзию Словацкого, талант Высоцкой, большой актрисы, но от суждений о возможной судьбе театра отказывается, не имея данных о труппе и ее подготовке к классическому репертуару.

Высоцкая просила дать ей помещение для театра и выделить некоторую сумму денег на содержание труппы и оформление декораций.

На совещании решили дать ей помещение и командировать человека для знакомства с составом труппы, планом работ будущего театра, но от денежной субсидии пока воздержаться. Сладкопевцев и на этот раз подвел меня, предложив поручить мне задачу ознакомления с новым делом. Я чувствовала себя недостаточно опытной и достойной для выполнения возложенного поручения. Высоцкой вряд ли могла понравиться моя кандидатура, но мне хотелось поближе познакомиться с замечательной актрисой и режиссером; к тому же в те дни не принято было отказываться от заданий.

Через два дня я уже сидела на репетиции, заняв место в партере и стараясь быть как можно меньше замеченной. Это было нетрудно: Высоцкая, не видя никого из посторонних, с увлечением рассказывала исполнителям о будущем спектакле, любимом писателе, давала характеристики персонажей его пьесы. Репетировали «Балладину» Словацкого. Должно быть, моя молчаливая почтительность и внимание к работе примирили Высоцкую с возложенной на меня официальной ролью, и на третий день она предложила мне взять на себя главную роль в «Балладине». Роль была не в моих данных, и я, не доверяя себе и попросив Высоцкую прослушать меня, прочла ей из еврейских мелодий Лермонтова: «Скорей, певец, скорей, вот арфа золотая». Она выслушала молча, но, должно быть, что-то во мне ее заинтересовало, так как она повторила предложение сыграть «Балладину», на этот раз настойчивее и теплей.

В течение месяца мы с небольшими перерывами вели работу, но положение театра не улучшалось. В труппе не хватало актеров, никто не получал платы, стиль Словацкого — польского романтика — плохо воспринимался современной молодежью. Воспитанные в традициях русской реалистической школы, молодые исполнители не могли удовлетворить требованию режиссера. Чтение стихов просто убивало. Театр распался. Вскоре после того, как последние польские части, хозяйничавшие в стране, покинули Киев, Высоцкая вернулась в Варшаву, основала свою студию, а позднее заведовала драматическим отделением консерватории.

В те дни начинания, подобные польскому театру, возникали одно за другим, как грибы после веселого летнего дождя. Некоторые были интересны и полезны, другие фантастичны и нелепы. В наробраз то и дело приходили с увлекательными предложениями. Там терпеливо выслушивали прожектеров, иногда помогали помещением и людьми, но денег не давали. Страна терпела разруху, в домах не топили, в магазинах не торговали, связь с Москвой была слабой. Поезда ходили редко, от случая к случаю. Работа держалась на энтузиастах и энтузиазме.


II

Каждая литературная новинка, проникавшая из Москвы в Киев, вызывала огромный интерес. Ее списывали друг у друга, читали, спорили. Особенно волновали имажинисты, но не потому, что нравились. Непонятны были истоки и цели их поэтических исканий; стихи вызывали недоумение и искусственным построением образов, и совершенной оторванностью от жизни. В конце двадцатого года в Киев попала поэма Блока «Двенадцать». Замечательное произведение всех взволновало. Только и разговоров было, что о поэме. Ярче, лучше нельзя было отразить то смятение духа, тот порыв в неизвестность, ту жажду священного безумия, которые так свойственны были стихии революции. Хотелось без конца повторять вслух, петь простые и в то же время насыщенные дыханием жизни строки:

Черный вечер. Белый снег. Ветер, ветер.
На ногах не стоит человек —
Ветер, ветер
На всем божьем свете.

Со мной незадолго до того произошел один случай, который теперь все приходил на память, особенно при чтении стихов: «А Катька где? Мертва, мертва... Простреленная голова».

Выйдя однажды рано утром из парадной двери во двор, я заметила шагах в двадцати перед собой какую-то скорченную фигуру. Во дворе была большая круглая клумба, обнесенная невысокой узорной чугунной оградой. Фигура лежала, упершись головой в ограду. Подойдя ближе, я увидела, что это была женщина в ситцевом с разводами платье и небольшим платком на плечах. Лежала она неподвижно, голова откинута назад, ноги согнуты в коленях, у спины небольшая лужица крови. Не было сомнений в том, что в женщину стреляли и, вероятно, в спину. Лицо молодое, красивое, с правильными чертами, какие часто встречаются у украинок, очень спокойное, почти благостное. Пока я стояла над трупом, не зная, что предпринять, подошли еще две-три женщины, а там собралась и небольшая толпа.

Смерть в то время мало кого трогала, никто не торопился разыскать убийцу, а в адрес женщины сыпались и лестные, и нелестные замечания. «Это Ленка из прачечной. Догулялась»,— только я и узнала. Но образ этой молодой несчастной женщины не выходил из головы. Он как-то странно сливался с ритмом стихов: «Черный вечер, белый снег... И опять идут двенадцать, за плечами ружьеца...»

Я и раньше любила Блока, но сейчас он стал мне особенно близок, я благодарна была ему за открытие в себе нового восприятия эпохи. Понятно поэтому, как я обрадовалась, когда живший в то время в Киеве литературовед Александр Осипович Дейч предложил устроить совместно литературный вечер, посвященный Блоку. А. О. брал на себя вступительное слово, а вся поэтическая часть отводилась мне. Программу я составила из любимых мною стихов и включила в нее поэму «Двенадцать».

Была ранняя весна, цвели каштаны, было тепло, радостно и в то же время немного страшно: я впервые выступала с целым отделением, предшественников-чтецов у меня не было, и я не знала, выдержит ли публика сорок пять — пятьдесят минут слушанья стихов. Вся надежда моя возлагалась на поэму. В нее я верила больше, чем в себя. Я хотела, чтоб ее услышали, узнали, приняли.

Литературные и музыкальные вечера в те дни посещались охотно, и надо отдать справедливость их устроителям: программы составлялись ими интереснее, чем в нынешние дни. Жажда знаний казалась ненасытной. Все чему-то учились, хотели что-то переделывать, открывать новое. За стеклами окон всюду можно было видеть при свете солнца или коптилки группы людей, слушающих, записывающих, жадно хватающих на лету то, что им преподносили многочисленные руководители.

И наш вечер, вечер Блока, как и следовало ожидать, собрал многочисленную аудиторию. Прошел он с большим подъемом. Во время чтения поэмы «Двенадцать» в зале стояла та особая тишина, когда уже нет барьеров между слушателями и исполнителями.

По окончании вечера А. О. подвел ко мне очень высокого, худого, слегка сутулящегося человека с бледным нервным лицом и сказал: «Сигизмунд Доминикович Кржижановский хочет поблагодарить вас».

Кржижановский молча пожал руку. Было еще светло, когда закончился вечер. Время было переведено на два часа вперед, но после девяти часов вечера запрещалось хождение по улицам.

К счастью, оказалось, что нам с Кржижановским по дороге: я жила у Золотых ворот, он — на Львовской, несколькими кварталами дальше.

Теперь, когда прожита долгая трудная жизнь, можно, оглядываясь назад, выбрать из нее наиболее значительные события, печальные и радостные.

Мне и тогда было очень хорошо, а сейчас кажется, что то был один из лучших дней в моей жизни. Я жила в дни великих ожиданий, небывалого общего подъема, я впервые перед аудиторией читала Блока, притом гениальную его поэму, читала как настоящий художник, со мною рядом шел человек, о котором я уже не раз задумывалась, человек, которого я еще не знала, но значительность которого и обаяние я уже ощущала. И странно, несмотря на как будто отпугивающую замкнутость и отчужденность этого человека, хотелось ему довериться.

Кржижановский был довольно популярен в Киеве как лектор. Он часто выступал в театре, в консерватории с вступитёльным словом к музыкальным программам, говорили, что он блестящий оратор с большой эрудицией, мыслящий смело и оригинально. По дороге я с некоторым стеснением расспрашивала его о предстоящих выступлениях, он отвечал неохотно, спросил меня о моих планах. Я тоже не распространялась, так как не знала, буду ли выступать в дальнейшем с концертами. В это время я преподавала практику сцены в студии бывшего Соловцовского театра и Театральной академии. Мое выступление в тот вечер было случайным. Разговор оборвался. Некоторое время шли молча — и вдруг как-то случилось, что оба заговорили об одном и том же и тут же решили дать совместно ряд литературных вечеров. Выбор тем я предоставила Кржижановскому и пригласила его завтра же зайти ко мне договориться подробно о работе. Исчезло стеснение, стало легко и говорить, и молчать. Мой спутник отпускал меткие остроумные замечания о людях и предметах, встречавшихся на пути, я от души смеялась. У ворот моего дома расстались как хорошие знакомые.


III

На следующий день ровно в двенадцать часов Кржижановский сидел у меня в комнате за столом. Он вообще всегда был точен и аккуратен во времени, в одежде, в работе. При дневном свете он показался мне еще худей и бледней, чем накануне. Все мы жили тогда в голоде и холоде, и похвалиться полнотой никто не мог, но его худоба и синеватая бледность лица казались болезненными. Большинство выступлений были бесплатными. Несколько позже, когда жизнь стала налаживаться, за выступления стали платить натурой, то есть крупой, мармеладной пастой и другими продуктами. В таких случаях исполнители — члены бригады честно делили между собою «натуру». Но пока приходилось очень трудно. К сожалению, в моем хозяйстве не оказалось ничего, кроме яблок, подаренных мне одной из моих учениц, только что вернувшейся из деревни. Яблоки были огромные, сочные, красные. Мне кажется, что я в течение всей последующей жизни таких чудесных яблок не видала. У них была своя история. Моя ученица возвращалась из деревни на тендере паровоза. Поезд в пути остановили какие-то бандиты, пробовали отнять у нее яблоки, а ее ссадить с поезда, но храбрая девушка под защитой кочегара выдержала нападение и привезла в Киев драгоценную ношу.

Кржижановский, получивший от меня яблоко, впоследствии подсмеивался надо мной, утверждая, что я действовала методом Евы. В то утро мы договарились о первой литературной программе: Саша Черный и Андрей Белый. Этих поэтов я мало знала и потому попросила разрешения достать книги и познакомиться с ними. Кржижановский объяснил мне свой замысел и основные положения доклада. Мне надо было согласовать с ним отобранный материал. Поэты были мне не очень близки, но я страстно хотела, чтобы вечер прошел удачно, как в конце концов и произошло. Очень важным событием для меня было укрепившееся в процессе работы над этой программой знакомство с молодым композитором, с человеком разносторонне образованным и замечательным организатором Анатолием Константиновичем Буцким. Он вошел в наш вечер в качестве пианиста, так как Кржижановскому казалось, что включенные в программу «Сарказмы» Прокофьева помогут раскрыть тему.

Успех привел к тому, что был объявлен цикл литературных вечеров, получивший название «Сказка-складка». А. К. стал нашим неизменным участником и даже предоставил для концертов зал в помещении Государственного музыкально-драматического института, директором которого он к тому времени был назначен.

Первый вечер цикла мне был особенно дорог.

Это была сказка Адальберта Шамиссо «Чудесная история Петера Шлемиля». В сказку я сразу влюбилась. Меня волновал ее философский смысл, мастерское развитие сюжета, трагическая биография автора. Исполнительская задача была трудной: я впервые читала прозу, читала наизусть два с половиной часа. Сигизмунд Доминикович в процессе работы помог мне разобраться в философском и политическом значении сказки, в ее стилистических особенностях. На вечере он великолепно рассказал о Шамиссо и его трагической судьбе, и хотя сюжет сказки был не связан, или, вернее, лишь отдаленно связан, с революционной действительностью, аудитория реагировала бурно.

Впоследствии мы несколько раз повторяли сказку, а однажды в каком-то учреждении даже получили за нее три миллиона. Чувствуя себя несказанными богачами, мы возвращались домой по тихим, пустынным улицам Киева, все трое держались за руки. На небе была полная луна. Набежавшая туча ее обволокла, но один луч прорвался сквозь облачную ткань. Он падал как-то странно, прямо на нас и некоторое время шел за нами. Буцкий запрокинул голову и, глядя вверх, сказал: «Как знать, может, это душа Адальберта Шамиссо». Нам хотелось поверить в эту чудесную нелепость, ведь мы были так недавно в сказочной стране, и мы радостно подхватили: «Ну да, конечно».

Праздник закончился пиршеством. Буцкий указал на одно оконце в первом этаже на Рейтарской улице. Он знал, что тут продаются пирожные. Мы постучали, оконце отворилось, показалась голова старика, обменявшего нам три миллиона на три «наполеона». Эта была поистине чудовищная растрата.

Во время литературных концертов я обычно слушала первое отделение, то есть вступительное слово Кржижановского, желая войти в настроение, глубже понять автора, которого предстояло исполнить. Постепенно от раза к разу у меня составилось представление об особенностях Кржижановского как лектора, о методе подачи материала и приемах воздействия на аудиторию. Он всегда мыслил образами и силлогизмы строил из образов. Дав ряд впечатляющих образных построении, он обрывал цепь их, предоставляя слушателям самим делать вывод. Тут надо было торопиться следовать за ним, не упустить подсказываемый вывод. Возможно, что не все, о чем он говорил, доходило до слушателей, но он их беспокоил оригинальностью мыслей, образов, заставляя думать и после того, как они покидали зал. Беседуя с аудиторией или читая лекцию, он не переходил с места на место, жест его был скуп, но выразителен, особенно выразительны кисти рук, белые, с тонкими длинными пальцами. Обладая великолепной памятью, он никогда не пользовался выписками, а цитировал целые страницы наизусть. Повторять одну и ту же лекцию он не мог, постоянно внося момент импровизации. Голос низкий, слегка приглушенный, богатый обертонами, казался насыщенным волевым посылом и увлекал слушателей неожиданностью интонаций.

Александр Яковлевич Таиров, слушавший его много, позже, не раз говорил, что по силе воздействия на аудиторию Кржижановский напоминал ему Жореса, хотя между этими двумя ораторами было мало общего. Думаю, что секрет воздействия Кржижановского на аудиторию заключался в страстной сосредоточенности его мысли, влюбленности в тему и, конечно, мастерстве.


IV

Знакомство с Анатолием Константиновичем, постепенно переходившее в дружеские отношения, дало мне возможность узнать некоторые подробности о жизни Кржижановского, вообще не любившего говорить о себе.

Буцкий был прирожденным опекуном, он постоянно о чем-то хлопотал, о ком-то заботился. Медлительный в движениях и речи, он в то же время был легок на подъем и поспевал всюду, где требовалось его присутствие. Большие круглые глаза под роговыми очками смотрели чуть насмешливо и, казалось, спрашивали: «Ну как? Все в порядке?»

С Сигизмундом Доминиковичем он был знаком уже несколько лет. Высоко ценя его интеллектуальные и нравственные качества, он в то же время относился к нему несколько покровительственно и был озабочен его материальным неустройством.

— Человек без профессии. Вы понимаете, у него нет профессии,— повторял он мне.

Профессия у Кржижановского была, но он с ней расстался. По окончании гимназии он поступил в университет на юридический факультет, одновременно прошел и весь курс филологического факультета. Был назначен помощником присяжного поверенного при Киевском окружном суде. По поручению своего патрона защитил несколько мелких дел, вложив в них свою обычную страстность и проявив недюжинные способности. Волной революции смыло весь старый государственный строй, а с ним и законы. Кржижановский легко расстался со своей профессией, так как все силы и внимание в то время уже отдавал литературе и писательскому опыту. В результате двух летних образовательных поездок за границу, побывав в Швейцарии, Франции, Италии и Германии, он написал два путевых очерка об Италии, напечатанных в «Киевской мысли». В юношеском журнале «Рыцарь» появилось стихотворение «Бригантина» и, наконец, в первом номере журнала «Зори» за 1919 год уже вполне зрелый рассказ «Якоби и „якобы"».

О Сигизмунде Доминиковиче Буцкий говорил всегда охотно. От него я узнала, что Кржижановский киевлянин, родился и воспитывался в польской католической семье. Его отец, Доминик Александрович, прослужив недолго на военной службе и выйдя в отставку, поступил бухгалтером на сахарный рафинадный завод, где проработал тридцать пять лет. По оставлении службы, он получил полагавшуюся ему небольшую сумму денег, которую употребил на покупку дома на Демпевке. В этом доме и проживала семья Кржижановских. Мать, умная, добрая женщина, всецело преданная семье, была хорошей музыкантшей. Она любила играть, знала все сонаты Бетховена, часто исполняла Шуберта, Шумана, Шопена. Должно быть, ей Кржижановский был обязан музыкальностью. В юношеские годы у него обнаружился хороший голос — баритональный бас. Некоторое время он брал уроки у известной в Киеве преподавательницы Кружилиной, занимавшейся с ним бесплатно и даже подумывавшей об оперной карьере для своего ученика.

Кржижановский был младшим ребенком в семье и единственным сыном. К матери он относился с величайшей осторожностью, нежностью и впоследствии, когда мы стали ближе друг другу, рассказывая о ней, часто с живостью повторял: «Фабиана... не правда ли, какое красивое имя Фабиана Станиславовна?»

Из четырех сестер старшая, Станислава, уже в то время была известной актрисой, выступавшей под фамилией Кадмина на ролях героинь в крупных провинциальных городах. Впоследствии, в советские дни, она получила звание заслуженной артистки и была награждена орденом Ленина.

Средняя — Елена, красивая, очень женственная, болезненно хрупкая,— несмотря на разницу в летах, дружила с братом. С ней одной в семье ему было хорошо, и ей одной он поверял свои юношеские планы и мечты. Она была замужем за полковым командиром, уехала сестрой милосердия на фронт в ту часть, в которой он сражался. Муж был убит. Потеря любимого человека и трудные условия жизни привели к тому, что притушенный было туберкулез снова вспыхнул и она вскоре умерла. Две другие сестры — Юлия и Софья — жили своими семьями, были очень далеки от брата, не искали с ним встреч и совершенно его не понимали. Брат отвечал им взаимностью, то есть равнодушием. «Кровное родство,— говорил он,— это еще не родство. Надо выдержать экзамен на родственника».

Как это часто бывает в жизни, одна беда приводит за собой другую и одна смерть открывает дорогу другим смертям. За последние три-четыре года Кржижановский потерял отца, мать, сестру и дядю — брата отца, Павла Александровича. Смерть последнего была для него большой моральной утратой. Дядя видел в молодом человеке нечто отличавшее его от других юношей, ценил его ум, разносторонние способности. У Павла Александровича была небольшая усадьба под Киевом с прекрасным садом, в котором разводил редкие сорта роз. ин 'вообще был опытным садоводом-любителем, выписывал книги, вел переписку с другими садоводами, давал консультации. В семье Кржижановских его любили и приезды его встречали с радостью: дядя вносил в дом живую струю. Мать, всегда чем-то опечаленная, не получившая удовлетворения в замужестве, в его присутствии оживлялась, молодела, смеялась.

Усадьбу и какую-то сумму денег дядя завещал племяннику, но от его щедрот остались лишь старый деревянный письменный стол, попавший в печку и давший иззябшим людям немного тепла, да чесучовый пиджак. В весенние и летние дни этот пиджак бессменно служил Кржижановскому. Должно быть, дядя был довольно полным, так как пиджак висел на племяннике, как на вешалке, подчеркивая его худобу.

<...>

Całość do pobrania jako plik PDF 18 KB klikając tu.

Opublikowano w: «Возвращение Мюнхгаузена» część «Воспоминания о Кржижановском», Художественная литература, Leningrad, 1990.

Książkę «Возвращение Мюнхгаузена» prezentujemy na podstronie Wydane w Rosji.

Powrót do spisu treści

А. Арго

АЛЬБАТРОС


1

Вы задаете человеку сто вопросов, и он на все дает достойные, обязательные ответы:
— Вы признаете советскую власть?
— Что за вопрос!
— Без каких бы то ни было оговорок?
— Безусловно!
— Если бы вам предложили уехать куда-либо, переменить подданство?
— Ни за что! Моя страна, мой народ!
— А если бы защищать страну от врага?
— Всеми силами, до последней капли крови! Итак, сто вопросов, будто бы все в порядке, но за ними следует сто первый:
— А как по-вашему — бытие определяет сознание? И в ответ на него:
— Нет.
Человек так устроен, так видит мир, так принимает события, что для него бытие сознания не определяет. Это дело мировоззренческое, законом не возбраняемое, ни грехом, ни преступлением не считающееся. Статьи нет. Отсюда и отношение к таким людям двойственное. Судя по погоде...


2

В двадцатые годы (...) в литературных и окололитературных кругах много говорили о Сигизмунде Доминиковиче Кржижановском, поэте, прозаике, драматурге, критике, эссеисте и текстологе, о человеке великой образованности, замечательном лекторе, авторе новаторских исследований по Шекспиру, Шоу и многим, многим — всего не перечислишь...

Сказал мне мой двоюродный брат, поэт Марк Тарловский:

— Хочешь познакомиться с выдающимся явлением нашей современности?

Я изъявил согласие и в назначенный час явился в назначенное место. На квартире Марка собрались тридцать персон, заинтересованных предстоящим знакомством.

В центре всеобщего внимания пребывал высокий, на косой пробор блондин с голубыми навыкат глазами; эти глаза не смотрели ни перед собой, ни в сторону, а как-то внутрь, в себя и звали собеседника за собой, в глубину человеческого сознания.

Эти уста улыбались вежливо, корректно, безотказно и в то же время порою извергали полное опровержение этой же вежливости в такой же безукоризненно вежливой... форме.

Было налицо какое-то изощренное жонглирование мыслями, фигурное катание на коньках парадоксов, взрывание вековых пластов устоявшихся истин и широкий взгляд на раскрывающиеся при этом дали и вершины.

Кржижановский сел за стол, раскрыл папку, отхлебнул глоток чаю и приступил к чтению своих рассказов. О чем были рассказы?

Один назывался «Неукушенный локоть». Речь шла о неком чудаке, который в анкете некоего журнала на вопрос «ваша цель в жизни?» ответил: «Укусить себя за локоть».

Редакция журнала заинтересовалась случаем, направила сотрудника, и он действительно обнаружил субъекта с прозрачными глазами, который в течение многих лет, пребывая в грязной мансарде трущобного дома, напрягал свои силы именно в этом направлении. Журналист написал статью об этом, конкурирующий журнал его высмеял, объявив, что тот стал жертвой шантажиста, началась отчаянная полемика со взаимными обличениями, высмеиваниями и т. д.

Дальше — больше. Локтекуса приглашают в столичный мюзик-холл, из его попыток делают аттракцион, учиняют тотализатор, и каждый вечер ученые специалисты в белых халатах, с помощью сложнейших приборов, устанавливают, насколько Локтекус продвинулся против вчерашнего измерения.

Дальше — больше. В минуту финансового кризиса государство выпускает «локтевой заем», и тут сатира достигает свифтовского сарказма! Кончается тем, что Локтекус прокусил руку (...) и умер от потери крови (...)

Другой рассказ называется «Желтый уголь». Дело было так. В душный, безумно жаркий день шел в гору трамвай, переполненный пассажирами, шел и вдруг стал. И ни взад, ни вперед. Люди, сидящие внутри, державшиеся за поручни, висевшие на подножках, пребывали в состоянии высокого возбуждения, их раздражение и напряжение наконец доходит до такого накала, что трамвай тронулся и... пошел. Желчь, переполнявшая население трамвая, оказалась движущей силой и дала направление вагону. По душной улице, по раскаленной мостовой, по выгоревшему пространству подымается вагон, движимый выделениями человеческой желчи.

Молодой ученый, на глазах у которого этот факт имел место, вносит в правительство проект о всемерном использовании и применении желчи к нуждам и потребностям человечества.

Желтый уголь!

И тут начинается новый тур свифто-чапековской иронии, переворачивающий вверх дном основные человеческие взаимоотношения.

Люди ходят со специальными абсорбаторами для реализации желчевых выделений, все достижения в этой области поощряются, становятся обязательными, и жизнь в конце концов упирается в чудовищный парадокс: чем больше люди злятся, гневаются и грызутся между собой, отравляя жизнь друг другу, — тем более подымается уровень житейского благосостояния...

Таковы были рассказы Сигизмунда Доминиковича. Тут была история о гениальном музыканте, у которого пальцы сбежали... и стали вести самостоятельную жизнь, бродя по клавишам инструментов, и о том, как эхо, бросив горные просторы, явилось в город и сделалось известным критиком, и многое другое.

Его в те времена не печатали. Один редактор пришибеевского толка сказал ему:

— Поймите, ваша культура для нас оскорбительна! Темперамента бойца у Сигизмунда Доминиковича не было. Он покидал поле сражения, не теряя уверенности, что он делает доброе дело, что его труды нужнее народу, нежели многое признанное, напечатанное и обсуждаемое, но «время еще не пришло».

«Бетховен, которого играют фальшиво,— все-таки Бетховен. Даже больше: тот Бетховен, которого совсем не играют, — тоже Бетховен».

«Здоровый пессимизм как-то веселее казенного хилого оптимизма».

«Бытие определяет сознание — это верно, но сознание с этим не хочет мириться».

Таковы были афоризмы, которыми приходилось утешаться непризнанному...

И в самом деле, если бы сознание мирилось с бытием, Прометей не похитил бы небожительского огня, а Дон Кихот не пошел бы в свои героические странствия.


3

Была у Кржижановского драматургия: комедии, драмы, либретто, все они были своеобразны, оригинальны, но все не в том ключе, «не в ту масть» и представляли собой загадку для тех «консулов, которым надлежит блюсти...». С «правыми попутчиками» было куда легче. Замятин или Пильняк открыто излагали свои взгляды и установки, иные критики с ними боролись, другие пытались их перевоспитывать...

То, что писал Кржижановский, нельзя было признать ни советским, ни антисоветским — ни в какой мере. Это было нечто внесоветское. Другого измерения. Не в ту масть.

Одна пьеса называлась «Тот, третий». Речь в ней шла о третьем любовнике Клеопатры (вспомним не законченные Пушкиным «Египетские ночи»). Помимо первых двух претендентов — воина и философа,— третий был молодой поэт, притом он оказался трусишкой и позорно сбежал от любовного ложа плотоядной царицы. Пьеса посвящена погоне оскорбленной Клеопатры за малодушным любовником, причем фарсовые сценические положения излагаются стилем древних папирусов, отсюда, конечно, вытекали замечательные театральные эффекты.

Времена Павла I, романтического самодура, не знавшего ни меры, ни удержу в своих прихотях и капризах. Некий поп отличался нравом суровым и непреклонным; ему противопоставлен некий поручик, сугубо лиричный и сентиментальный. В результате некой хитросплетенной интриги, Павел издает рескрипт краткий и выразительный: «Попа в поручики, поручика в попы!» Таким образом создается канва для музыкального содержания пьесы — мы имеем церковное служение на военный лад и военное обучение, парад и маневры в духовном ключе, по всем правилам церковных хоралов. Поручик такого раздвоения личности не вынес и стал пить вмертвую.

— Поручик, почему вы так много пьете? — спрашивает кто-то из персонажей.

Тот в ответ:

— Я слишком трезво отношусь к окружающей действительности!

В тридцатых годах на приемной комиссии Союза писателей стоял вопрос о принятии С. Д. Кржижановского в члены Союза.

А. А. Фадеев вел собрание и пребывал, по его словам, в некотором недоумении.

— Что за явление? — спрашивает он.— Одна — большая — часть не то, что плохо говорят о человеке, но просто не знают его, не подозревают о его существовании. Откуда он, кто он такой, что сделал? Неизвестно. Зато другие — в меньшинстве — превозносят его, почитают европейским писателем, который может составить честь и славу советской литературы.

Таким и предстал Кржижановский на большом собрании писателей, и после развернутых представлений его поручителей — это были Михаил Левидов, Евгений Ланн и несколько других солидных товарищей, в том числе Николай Асеев, который лично с С. Д. знаком не был, но, прочитав несколько рассказов, высоко оценил его дарование,— в конечном счете Кржижановский был сочтен, как говорили в старину, «достойным войти» и причислен к лику советских писателей.


4

Таков был Сигизмунд Доминикович, драматург, рассказчик, эссеист, исследователь и помимо всего замечательный лектор, популяризатор, преподаватель... владевший в совершенстве вниманием любой аудитории... Он мог вести своих слушателей известными путями, проторенными дорогами, но при сопоставлении общепринятых, тривиальных истин привести к ошеломляюще неожиданным выводам. И обратно: сопоставляя несовместимые идеи и факты, оратор с какой-то лукаво-извиняющейся улыбкой констатировал давно известную, дважды дважную истину.

Делал он доклад о Шекспире и высказал при этом отнюдь не новую мысль насчет бессмертия гениев человечества, которое в том и заключается, что каждое новое человеческое поколение черпает из их творений новое содержание, как бы говоря своим предкам: «Вы его не так понимали, а вот мы поняли по-настоящему!»

В этом месте Сигизмунд Доминикович пожал плечами и развел руками:

— В сущности говоря, что такое вопросительный знак? Состарившийся восклицательный. Аплодисменты зрительного зала. При Камерном театре была театральная школа. Александр Яковлевич Таиров пригласил Кржижановского вести курс русской литературы. С одной стороны, он хотел как-нибудь материально обеспечить неустроенный талант, но в то же время твердо был убежден, что дает молодым ученикам исключительного преподавателя, который способен взволновать и увлечь слушателей своим предметом, своим отношением к искусству. Тут не было ошибки: каждая лекция Сигизмунда Доминиковича превращалась в праздник неожиданностей, научных открытий и счастливых находок... И в то же время преподаватель никак не укладывался в рамках школьного курса и отсюда вытекали досадные недоразумения.

Вот какой казус случился однажды в педагогической деятельности Кржижановского.

Не считаясь с лекционными нормами, он уделил однажды непомерно много времени древнерусской литературе со «Словом» и «Задонщиной» и «Перепиской Ивана Грозного», затем так же перегнул по XVIII веку, по Ломоносову, Державину да Фонвизину — одним словом, при первых проталинах ранней оттепели наш лектор ощутил озноб...

Какой ужас! У него осталось четыре часа на девятнадцатый век, на золотую эру большой русской литературы! На пушкинский период, на эпоху критического реализма, на Чехова, на молодого Горького. Четыре часа!

«Есть отчего в отчаянье прийти!» Передаю слово потерпевшему.

— Я долго думал,— говорил он,— соразмерял, сопоставлял и... Наконец мелькнул просвет в чаще... Я вспомнил знаменитую статью Чернышевского «Русский человек на рандеву», ту самую, из-за которой пошел раскол, которая обусловила окончательный разрыв между либералами и благодушными разночинцами! Понятие «рандеву» берется здесь как образ решительной встречи, последнего выбора в смысле определения общественного сознания у русского интеллигента! Думал я, думал, и вдруг мне ударил в мысль другой образ эпохи, столь же четко определяющий линию развития общественных отношений! «Русский человек на поединке»! Ключ был найден! Разве не под знаком дуэли шла вся русская литература золотого века? Был ли хоть один писатель, не коснувшийся этой роковой темы? О Пушкине и Лермонтове говорить не приходится. У Гоголя шутейный кулачный бой отца с сыном завершается их трагедийной встречей!

У Тургенева — основная тема во многих рассказах и... романе «Отцы и дети». У Толстого и Достоевского поединок проходит эпизодом в «Войне и мире» и «Бесах»...

Наконец, у ближайших современников — у Чехова и Куприна — эта тема отражена и варьируется многократно.

Даже у молодого Горького, которому тема дворянской дуэли абсолютно чужда, все-таки под знаком поединка идут такие рассказы, как «Мальва» и «Челкаш».

При этом нужно отдать справедливость, каждый автор вкладывает свое содержание в этот образ встречи противников у барьера, на восьми шагах один от другого...

Дуэль — это варварский пережиток, нелепый способ разрешения принципиальных вопросов лотерейным путем! Такова дуэль Онегина и Ленского, такова же дуэль Базарова и Кирсанова, представляющая тонкую и злую пародию на онегинский поединок!

Но дуэль Печорина и Грушницкого — это встреча, которую нельзя назвать иначе как «Божий суд». Печорин отвергает все шансы, идет упорно навстречу собственной смерти и... наносит смертельный удар Грушницкому, а в его лице — пошлости, коварству, обману и лицемерию...

Таким образом, в двух двухчасовых лекциях Кржижановский отразил тему дуэли в развитии большой русской литературы. Тема бытовала в истории общественного сознания, отношение к ней менялось: не прошло и пятнадцати лет после дуэли Пушкина, как Герцен с презрением и негодованием отверг вызов Гервега в аналогичных обстоятельствах — он взывал к общественному суду, но считал недостойным для себя, семьянина и общественного деятеля, нужного своим детям и своему народу, подставлять грудь под пулю обманщика и лицемера, пригретого им в своем дому!

Так вывернулся Кржижановский из тяжелого, казалось, безвыходного педагогического казуса.

Внести новые пункты в академическую программу ему, пожалуй, не удалось, но молодой ученый, который создаст диссертацию «О теме поединка в русской литературе», найдет много новых интересных сопоставлений в жизни русских писателей и характерах героев.


Из всего созданного Кржижановским было реализовано несколько рассказов в журнале «Тридцать дней», в том числе рассказ о локтекусе, была поставлена опера «Суворов» на музыку С. Н. Василенко в нескольких театрах страны, наконец, было опубликовано несколько статей о Шекспире, Шоу в первом издании «Литературной энциклопедии» и в журнале тридцатых годов «Литературная учеба».

Кржижановскому не везло на оппонентов. Он знал запреты — критики не знавал.

Гордый и непризнанный, самолюбивый и болезненно не способный ни на какие компромиссы, он всю жизнь так и прошлепал исполинскими крыльями по мокрой палубе наподобие бодлеровского альбатроса.

Жизнь продолжается...

То, что писал Кржижановский, не было модным в те времена и поэтому не может считаться устаревшим в другие времена.

Жизнь впереди...

Opublikowano w: «Возвращение Мюнхгаузена» część «Воспоминания о Кржижановском», Художественная литература, Leningrad, 1990.

Książkę «Возвращение Мюнхгаузена» prezentujemy na podstronie Wydane w Rosji.

Powrót do spisu treści

Нина Молева

ЛЕГЕНДА О ЗИГМУНТЕ ПЕРВОМ


«Nil admirari». «Ничему не удивляться». Это была игра, начавшаяся так давно, как только в памяти вставал облик пожилого мужчины. Грузного. Чуть сгорбленного. С пристальным взглядом сквозь толстые стекла очков. Наверно, по-настоящему пожилым он стал позже, но в шесть-семь лет — свое беспощадное ощущение возраста. Дядя Зигмунт был «взрослым», и налет седины должен был превратить его еще и в пожилого человека.

«Ничему не удивляться»,— я совершенно случайно знала перевод латинской поговорки. Ее слишком часто повторяла дома бабушка, откладывая по утрам газетные простыни с холодящими кровь подробностями вредительской деятельности множившихся с немыслимой быстротой врагов народа. Пожалуй, это была единственная оценка, произносимая вслух, тем более при слишком маленькой внучке. Шел 1938 год. Когда-то бабушка училась на математическом факультете Сорбонны, кончала Фрёбелевский факультет Донского университета, и от дяди Зигмунта я узнала, что ей посвятил несколько строк Казимеж Тетмайер, до которого так и не успела дойти Литературная энциклопедия и о котором ни слова не сказала Большая советская в своем первом, стоявшем у нас дома издании. Великий польский поэт, повторял дядя Зигмунт. Может быть, это был его собственный перевод тетмайеровских строк?

«Между артистами и публикой существует обычно недоразумение, возникшее оттого, что публика, требующая от артистов наибольшей впечатлительности и оригинальности в искусстве, не может ужиться с нею в жизни,— как будто человек, в котором ночное безбрежие моря или шум вихря будят известную силу, может не испытать в себе действия подобных сил, когда видит что-нибудь такое, что потрясает его в жизни реальной.

С другой стороны, и артисты ищут у массы той способности, которой одарены сами, забывая о том, что эта-то способность составляет их исключительное свойство, их признак. Отсюда происходит тот диссонанс, который бывает иногда бряцанием колокольчика о деревянный стол, а иногда скрежетом, от которого кровь стынет в жилах...» Эти слова, набросанные нетерпеливым почерком дяди Зигмунта, почему-то остались в одной из старых общих тетрадей. Во всяком случае, довоенной. Сохранившейся чудом.

Игра заключалась в том, что дядя Зигмунт в каждую нашу встречу непременно произносил какую-нибудь латинскую поговорку и вопросительно смотрел на меня. Надо было ее перевести, и — вопрос самолюбия — как можно быстрее. О знании латыни не могло быть и речи, но зато у меня существовала своя тщательно оберегаемая тайна: раздел подручного французского «Ларусса» с перечислением наиболее популярных латинских выражений. Его приходилось постоянно пересматривать в тихой надежде, что вдруг повезет и в памяти останется именно та поговорка, которая придет на ум дяде Зигмунту. «Nomina sunt odiosa» — «Имена ненавистны». «Non bis in idem» — «Нельзя оказаться два раза в одинаковом положении». В одну из последних встреч, незадолго до смерти дяди Зигмунта, он очень четко, почти жестко скажет: «Dum spiro spero» — «Пока живу, надеюсь».

У «Зигмунта» была тоже своя непростая история. В общежитии такая транскрипция имени Сигизмунд не была принята. Но у Сигизмунда Доминиковича существовала целая теория о смысле имен и их влиянии на судьбу человека. Он подробно объяснял, что его имя складывается из двух древнеготических слов: «зиг» — победа и «мунт» — охрана. И что если пока — он старательно подчеркивал: пока — победоносное имя оказывает скорее обратное воздействие на его судьбу, то это вовсе не значит, что когда-нибудь все не переменится. К лучшему. В тридцатых годах предрекать перемены в жизни представлялось слишком опасным.

И еще «Зигмунт» Сигизмунда Доминиковича имел своего непосредственного покровителя и предшественника — польского короля Зигмунта I Старого. Это были первые и в то время вообще немыслимые уроки польской истории. Когда через много лет мне доведется бродить по краковским Плантам, подниматься на Вавель, стоять у Зигмунтовской часовни, вся их история будет вспоминаться голосом дяди Зигмунта. В минуты хорошего настроения — были они куда как редки — Сигизмунд Доминикович находил даже портретное сходство с своим «покровителем».

В самом деле, великолепный эрудит, знаток нескольких языков. Искавший мира, но заключавший мирные договоры, таившие в себе зародыш новых войн. Вынужденный постоянно обороняться. Враг протестантов — правда, это ставилось «покровителю» в вину. Женившийся не слишком удачно в первый раз, зато во второй раз на Боне Сфорца, которая своей образованностью и честолюбием побуждала короля действовать, искать успехов. Если бы ему и захотелось успокоиться на достигнутом, королева Бона никогда бы ему не позволила. Вместе они покровительствовали архитекторам, живописцам, музыкантам, возводили Вавельский замок. Под Боной подразумевалась тетя Нюся — Анна Гавриловна Бовшек, ближайший друг и жена Сигизмунда Доминиковича.

Особенностью дяди Зигмунта были так называемые горизонтали истории: не отдельные ее факты, а как бы пласт времени, проходящий через все европейские страны. Зигмунт I Старый так хорошо запомнился потому, что правил он в годы правления нашего великого князя московского Ивана III, что оба взяли себе жен из Италии и что руки его дочери-красавицы Катажины Ягеллонки добивался Иван Грозный и даже поставил условием заключения мира со шведами, чтобы ему была выдана в жены польская королевна, несмотря на то, что была она замужем и муж ее находился в заключении в одном из шведских замков. В коротких рассказах дяди Зигмунта, рассказах-справках, не оставалось места для романтических отступлений, и тем не менее их ощущение не исчезало, хотя ему оставался ближе накал честолюбивых страстей, внутренний механизм борьбы за власть. «Времена меняют нравы» — характерная гримаска кривила уголок губ: «Нравы или ситуации? С соотношением московские великие князья — золотоордынские ханы еще надо всерьез разобраться. Великие патриоты или не менее великие предатели». И на укоризненный вздох тети Нюси: «Уточняю: враги народа».

За Сигизмунда Доминиковича в семье боялись. Теперь понимаешь: боялись за всех. Но за него особенно. Польское имя — с каким величайшим трудом маме удалось пройти в начале тридцатых годов паспортизацию только потому, что ей, русской, довелось родиться в Варшаве! Такое место рождения все годы жизни оставалось для нее каиновой печатью. Все знали: «вождь и учитель» систематически истреблял все, что было связано с Польшей и даже ее коммунистической партией, единственной исключенной из Коминтерна. К имени Сигизмунда Доминиковича прибавлялись и иные обстоятельства: «нарваный» — независимый характер и то, что его сочинения не находили апробации. Писатель, пишущий «не то», представлялся фигурой заведомо обреченной. Изменять же себе дядя Зигмунт органически не умел. Малейшее притворство выводило его из себя и кончалось именно в ту самую важную минуту, ради которой на него стоило вообще идти. Отличаясь редкой молчаливостью, тут он не оказывался в состоянии даже просто промолчать. Замечаний в семье не делалось никому, и только покрасневшие глаза тети Нюси выдавали, что что-то еще раз произошло и дыхание беды снова коснулось их дома.

Впрочем, дома в буквальном смысле этого слова у них и не было. Не знаю, в силу каких обстоятельств они сначала и до конца жили порознь, по разным адресам, в коммунальных квартирах и ходили друг к другу «в гости», как сами невесело шутили. «Гости» действительно оборачивались для них самыми нелепыми и дикими историями. Соседи по коммуналке в Земледельческом переулке, где жила Анна Гавриловна, могли вызывать участкового чуть не каждый раз, когда дядя Зигмунт пытался остаться ночевать. Аналогичные истории разыгрывались и у Сигизмунда Доминиковича, где соседей до бешенства раздражала необычность быта и поведения казавшегося им вообще подозрительным человека. Немолодой, уважаемый человек, Анна Гавриловна могла обвиняться в потоке мутной соседской клеветы во всех смертных грехах, прежде всего антиморального свойства. Сигизмунд же Доминикович почему-то нарушал паспортный режим, что грозило высылкой из Москвы на сто первый километр. Вероятно, многое бы упростило официальное оформление их отношений, но тогда неизбежной становилась потеря той отдельной комнаты, в которой Сигизмунд Доминикович мог писать и которая, по его выражению, была превращена всерьез и надолго в литературную конюшню. Анна Гавриловна это понимала и стойко выдерживала не стихавший многие годы поток неприятностей. Да и то сказать, ее комната представляла узкую щель с одним окном, где не то что жить, просто сидеть двоим было одинаково тесно и неудобно.

Не знаю, какие подробности этих перипетий были известны бабушке и родителям. Вероятно, не слишком многие. Семья, в представлении тех лет, означала душевно близких друг другу людей, но меньше всего необходимость исповедей и втягивания других в собственные неприятности. В том необъяснимо жестоком шторме, который переживала страна, было необычайно важно быть уверенным в чувстве этой близости, в том, что есть люди, ежечасно и независимо от обстоятельств болеющие за тебя душой. «Сегодня поедем к Тезавровским» или «сегодня у нас будут Женя и Нюся» означало, что семье еще раз удастся благополучно собраться вместе.

В какой-то момент переулок сменил свое название, дома он продолжал оставаться Леонтьевским, а дом номер шесть по-прежнему определялся именем Тезавровских — брата бабушки, Владимира Васильевича, и его жены Евгении Гавриловны Бовшек с их единственным сыном Васей. Роскошный музей сегодняшних дней тогда представлял удивительнейшее сочетание барской анфилады «мирных времен» в бельэтаже и Вороньей. слободки в полуподвале, где ютились в комнатах под сводами самые нужные помощники Константина Сергеевича Станиславского из тех, кого он хотел иметь постоянно под рукой. Две соседние двери вели: стеклянная, с открывавшимися за ней широкими пологими ступенями — к Константину Сергеевичу; низкая, глухая, с несколькими проваливающимися под землю ступеньками — в полуподвал, точнее — огромную полутемную прихожую-кухню с черно-серыми обколотыми раковинами — «сливами» и множеством дверей. Хотя общая, на весь этаж, кухня и существовала, каждый из жильцов устраивал ее подобие и в собственной комнате, чтобы не бегать без крайней необходимости через мерзлую сырую прихожую и расходившиеся в две стороны полутемные коридоры.

Комната Тезавровских, прямо напротив входной двери, была одной из лучших, квадратная, с двумя опиравшимися на асфальт Леонтьевского переулка окнами, между которыми, увеличивая ее глубину, висело большое зеркало. Мебели было мало. Безделушек, вышивок и накидок никаких. Письменный стол. Круглый обеденный у широкой тахты. Стулья. И шкаф, отгораживавший у двери род гардеробной. Это был быт артистов, привыкших к гастролям, переездам и целым дням, проводимым в театре. Владимир Васильевич был одним из первых актеров МХАТа, вложившим в него все свое немалое состояние. Тетя Женя — артисткой Второй студии МХАТа. Когда квартира в огромном сером доме на углу Камергерского переулка и Большой Дмитровки в первые годы революции была потеряна, Константин Сергеевич предложил дяде Володе (дедушкой звать артиста считалось некорректным) поселиться в его доме. Вместе они работали над созданием Музыкального театра имени Станиславского — дед перешел на режиссерскую работу — и оперного театра в Минске. На режиссуру перешла и Евгения Гавриловна.

«Пойти к Тезавровским» значило почти наверняка встретить тетю Нюсю и дядю Зигмунта. Но время от времени это означало еще и то, что Сигизмунд Доминикович будет что-то читать из своих законченных работ: прозу или пьесу. Слушатели усаживались скопом на тахте. Со стола убиралась всякая посуда — никакого чтения при чае не допускалось. Сигизмунд Доминикович единственный располагался на стуле. Получалась видимость зрительного зала с немногими, но очень заинтересованными слушателями. К ним присоединялись актеры МХАТа, почти всегда Яншин. Один раз (а может быть, и не один) Мейерхольд, когда после скандального закрытия ГОСТИМа работал в Оперном театре Станиславского. Дядя Володя знал его с первого мхатовского сезона и буквально благоговел перед актерским талантом и даром режиссера этого, по его словам, фантастического человека. Мейерхольд после чтения пьесы — а это была пьеса — поздравил Сигизмунда Доминиковича как «один из бесполезных и к делу непригодных зрителей». Он ушел первым, сославшись на нездоровье Зинаиды Николаевны и какие-то домашние дела. Очень подавленный, хотя и державшийся до последнего подчеркнуто корректно, с милыми, обращенными к женщинам шутками. Даже посочувствовал Анне Гавриловне по поводу бремени, которое возлагает на каждую женщину близость с талантом. На глазах у тети Нюси были слезы: «Это конец». Кто-то попробовал возразить, но Сигизмунд Доминикович вмешался: «После той бесчеловечной травли, которую устроили его же собственные артисты?» Он был на одном из тех роковых заседаний труппы ГОСТИМа в последних числах декабря 1937 года, когда питомцы Мейерхольда потребовали закрытия театра (сами!), освобождения своего руководителя навсегда ото всех обязанностей и выяснения его личности с политической и идеологической точки зрения. «Да вы понимаете ли, те самые, с которыми он проработал семнадцать лет!» Едва ли не единственный раз на моей памяти Сигизмунд Доминикович был доведен до пароксизма ярости.

На этот раз встреча у Тезавровских не была запланирована. Мама рассказывала, что поводом послужила открытка от дяди Володи — телефонов ни у кого не было — с просьбой немедленно приехать. Если можно, то сразу по получении открытки. Бабушка стала собираться, не дочитав постскриптума: «С. Д. будет все время дома». Это было тем более странным, что дядя Зигмунт не имел обыкновения проводить время на Леонтьевском. От Пятницкой до Никитских ворот, куда, по счастью, шел ходивший по Замоскворечью двадцать шестой номер трамвая, бабушка, как сама признавалась, успела мысленно пройти по всем кругам Дантова ада. Время было сравнительно раннее. Дядя Володя и тетя Женя в театре, Вася в школе. Сигизмунд Доминикович сидел в комнате один. Очень бледный, хотя и с усилием, но говоривший нормальным голосом. Кто-то из его близких знакомых — имени он не назвал, да в то время лишних имен лучше было и не знать — оказался в тяжелейшем положении. Это может сказаться на самом Сигизмунде Доминиковиче, но главное — на его рукописях: «В случае любого обыска они конфискуют в первую очередь бумаги, а ведь у меня ничего почти не напечатано, и это вся жизнь».

Домой бабушка вернулась с большой пачкой густо исписанных страниц, которую всю дорогу — «чтобы не привлекать внимания» — держала на груди под шубой. Это была ее же мысль — спрятать рукописи Сигизмунда Доминиковича в две большие глиняные макитры с мукой, стоявшие в шкафчике на кухне. Хотя кухня была коммунальной, но нашими соседями были милейшие и интеллигентнейшие люди, которых никак не могло заинтересовать содержимое чужого жбана. Что касается случайных посторонних, бабушка была уверена, что никто не позарится на серую ржаную муку. Именно этот сорт муки был также ее выдумкой, о которой она с гордостью рассказывала через много лет. Эти рукописи вернулись к Сигизмунду Доминиковичу где-то после войны. Судьба другого тайника оказалась куда менее благополучной.

У родителей была часть дачи в Малаховке, вернее — небольшой уголок былой дачи средней руки с собственной терраской. Места не хватало даже для своей семьи, но родных и знакомых, особенно по выходным дням, собиралось множество. Тезавровские летом, как правило, где-то гастролировали, и тетя Нюся с Сигизмундом Доминиковичем приезжали одни. Порой дядя Зигмунт бывал и вовсе один. Лежал часами в шезлонге у единственной, зато густо засаженной цветами клумбы. Иногда дремал с открытыми глазами в гамаке. Писал за выставленным под деревья столом, прикрывая от ветра листы специально принесенным с озера рыжим камнем. Камень в обиходе так и назывался — Зигмунтов камень и использовался для раскалывания орехов.

Иногда Сигизмунд Доминикович отправлялся со мной в далекие прогулки по малаховским улицам. Откуда-то он хорошо знал эти места. Рассказывал о былых хозяевах отдельных дач. О бывшем Летнем театре, где выступали московские труппы, а теперь ютился неухоженный, светившийся насквозь щелями плохо пригнанных досок летний кинотеатр. В конце Тургеневской улицы показывал угловую дачу с огромной террасой, на которой, по его словам, играл один из первых своих спектаклей Художественный театр. Он умел одним, едва уловимым движением показать и модную тросточку, и канотье, и падающее пенсне на шнурке. Но бросал слова скупо, не стремясь поддерживать разговор, только когда ему хотелось. С дядей Зигмунтом надо было уметь быть — искусство, без которого пребывание с ним становилось — совсем нелегким.

Была в их жизни с тетей Нюсей и еще одна сложность, о которой никто не говорил, но понять которую помогло только время. Характер занятий Анны Гавриловны. Актриса 2-й студии МХАТа, она рассталась со сценой не из-за отсутствия способностей. Свою роль сыграло то, что ее пёрвый муж остался во время американских гастролей театра за границей. Удар был настолько силен и неожидан, что Анна Гавриловна словно потеряла себя. Сцена стала ее пугать и тяготить. Она перешла к преподаванию художественного слова, и притом для детей. Обращение к детской самодеятельности стало судьбой многих мастеров сцены в середине тридцатых годов. С образованием Комитета по делам искусств в 1936 году многие театры, особенно экспериментального толка, закрывались. Установка председателя Комитета и в те годы первого идеолога в области искусства П. Керженцева была на развитие самодеятельности, которая должна была противостоять зараженному всеми видами буржуазных и враждебных хворей профессиональному искусству. Анна Гавриловна стала руководителем студии художественного слова при вновь открывшемся Городском дворце пионеров у Кировских ворот.

Первоначальный состав студии — победители городского и республиканского Пушкинского конкурса имели в глазах руководства особое назначение. Им предстояло стать профессиональными участниками впервые вводившихся в практику торжественных правительственных вечеров в Большом театре, в Колонном зале, закрытых концертов для правительства в Кремле и всякого рода приветствий старшим «от детворы, от поросли весенней». Времени для серьезных занятий словом попросту не предусматривалось, главным становилось представительство, за которым наблюдали самые высокие правительственные чины — от председателя Комитета по делам искусств и первого секретаря ЦК ВЛКСМ до всесильного Поскребышева.

Приветствия сочинялись целой когортой авторов, начиная с составлявшего приветствие для XVIII съезда С. В. Михалкова, А. А. Суркова, А. Безыменского до наиболее ловких и напористых, которые и не имели в виду добыть славу своим именам. Приветствия тщательнейшим образом репетировались почти как марш почетного караула у Мавзолея. Состав исполнителей корректировался по их анкетным данным. Те, которые неожиданно оказывались детьми врагов народа, с исполнения мгновенно снимались. Анна Гавриловна явно ничего не могла ни изменить, ни остановить — все одинаково грозило самыми трагическими последствиями. Возможно, именно то, что ее питомцы с их мнимой раскованностью и непосредственностью служили известным прикрытием и для Сигазмунда Доминиковича, заставляло Анну Гавриловну на многое соглашаться. Но тот же вольный и невольный конформизм не мог оставить безразличным дядю Зигмунда. Он нервничал. Не раз предлагал Анне Гавриловне уехать в другой город. Под мифическим «другим городом» подразумевалась родная для тети Нюси Одесса, хотя было совершенно неизвестно, что мог бы там делать и как существовать Сигизмунд Доминикович.

— Единственный произошедший на глазах посторонних инцидент, о котором мама рассказывала через много лет после кончины тети Нюси. Когда Сигизмунда Доминиковича приняли в 1938 году в Союз писателей, Анна Гавриловна, присоединяясь к общему тосту, сказала: «Может быть, в этом есть и капля моих усилий». Сигизмунд Доминикович побагровел: «Не такой ценой!» Впрочем, членство в Союзе ничего не принесло дяде Зигмунту в отношении публикации его работ. В очередной раз они прятались родными во время кампании по борьбе с космополитизмом. Доставшаяся на долю родителей, часть была запечатана в металлических банках, кажется из-под икры, и зарыта в землю под террасой в Малаховке. Дача сгорела. Вести раскопки было некому. И сейчас на этом месте стоит чужой новый дом. Есть ли там рукописи, не знаю. Остается повторить последние слова Сигизмунда Доминиковича: «Пока живу, надеюсь». И назвать адрес — на всякий случай: Тургеневская улица, 39.

6 июля 1988

Opublikowano w: «Возвращение Мюнхгаузена» część «Воспоминания о Кржижановском», Художественная литература, Leningrad, 1990.

Książkę «Возвращение Мюнхгаузена» prezentujemy na podstronie Wydane w Rosji.

Powrót do spisu treści

Н. Семпер

ЧЕЛОВЕК ИЗ НЕБЫТИЯ
Воспоминания о С. Д. Кржижановском. 1942—1949


1

В один прекрасный день в июле 1937 года к нам на дачу в деревню Шуколово пришли гости, три человека, почти одинаково одетые в синие костюмы и открытые белые рубашки. Это были: писатель Сигизмунд Доминикович Кржижановский, композитор Сергей Никифорович Василенко и режиссер Валерий Михайлович Бебутов. Они пришли по делу к моему отцу художнику-декоратору Евгению Соколову обсудить вместе постановку пьесы Кржижановского «Поп и поручик». День был яркий и жаркий, обедали на веранде, увитой хмелем; еды всякой было тогда много. За столом гости, папа, мама и я много смеялись — пьеса показалась очень занятной и остроумной. Василенко я давно знала, он был наш, местный,— его дача и теперь еще стоит в чаще старых елок, близко от платформы, напротив дачи Сперанских; Бебутов, давно знакомый с отцом, не раз бывал у нас в Москве; Кржижановского я видела впервые и сразу обратила внимание на его своеобразный и привлекательный облик: высокий человек с хорошей осанкой, при этом мягко-пластичный; интеллигентное польское лицо с крупными нерезкими чертами; умные проницательные глаза и очень приятный голос, баритон, отличавшийся особенным тембром и интонациями. Таким представился он мне через обеденный стол в полутени качающихся листьев хмеля — мне, тогда диковатой, темно-загорелой девушке с ромашкой за ухом, босой, легко одетой в экзотический сарафан. После обеда мы еще долго сидели за чаем со свежей малиной, беседуя о здешней красивой природе. Шуколово стоит на высокой горе, вид — на много верст кругом. Знаменитый окулист Владимир Петрович Филатов, отдыхая летом у сестры, Елизаветы Петровны Сперанской, любил приходить сюда писать этюды, он считал себя художником прежде всего. Вечером пошли провожать гостей вниз. По дороге я в первый раз непосредственно обратилась к С. Д.: «Вам нравится эта местность?» — «Она не может не нравиться»,— ответил он.

Дома я сказала своим, что этот автор выглядит очень своеобразно, совсем не так, как другие знакомые; стала расспрашивать о нем отца, но, только что познакомившись с ним, он ничего не знал.

Отец увлекся новым заказом, скоро взялся за работу и к 10 сентября сделал два эскиза для «Попа и поручика»: первый акт — дом попа в деревне (шуколовская церковь с натуры), второй акт — мрачный плац под снегом в Петербурге. Не помню, в каком театре должна была быть эта постановка, но помню, что она не осуществилась нигде.


2

7 августа 1942 года отец попросил меня отнести на выставку во Всероссийское театральное общество два макета и несколько эскизов. Выставку работ московских декораторов (тогда еще не додумались до слова сценография) устраивал Николай Александрович Попов, активный деятель ВТО, папин старый друг. Установив макеты на место в Большом зале на пятом этаже, я собралась домой, но Любовь Давыдовна Вендровская, сотрудница музея Вахтанговского театра, с которой я встречалась на журфиксах у Поповых, уговорила меня остаться на вечер английской драматургии, главным образом потому, что доклад о творчестве Бернарда Шоу будет читать Кржижановский, докладчик, по ее словам, замечательно интересный. Я поднялась на шестой этаж в Малый зал и села справа у окна. Сначала рассматривала и зарисовывала необычный вид на крыши Елисеевского магазина и соседних домов — красноватую симфонию треугольников и пирамидок. Никаких ассоциаций фамилия докладчика не вызвала через пять лет, но, увидев его, я сразу вспомнила автора и тот день в деревне. Доклад был действительно интересен, построен смело и гибко, полон вывертов в стиле самого Б. Шоу и очень странных метафор. Я была увлечена. Общее впечатление от него и от личности С. Д. осталось очень сильное. Идя по Тверской, я думала только о нем.


3

Кое-как, кое-кого расспросив в ВТО, я окольными путями узнала, что С. Д. совсем недоступен для посторонних. Однако я решила познакомиться с ним — хоть бы лишь здороваться на вечерах в ВТО, и стала обдумывать, как этого добиться. За две недели я «единым духом» написала шесть коротких очерков, выбрав ряд характерных эпизодов из своей жизни, и озаглавила их «Письма к неизвестному другу»: 1) о работе переводчиком с группой рабочей молодежи в школе Коминтерна; 2) о работе с японским режиссером-политэмигрантом Иоси Хидзиката; 3) образно и легко, о моем способе изучения иностранных языков; 4) о колорите «Поэмы о Беовульфе»; 5) об одной ночевке в горах Киргизии; 6) о коллективном крещении двенадцати младенцев в церкви на Воробьевых горах (это было поистине красочное зрелище — окна окружены ярко-желтыми листьями, священник в ярко-красном одеянии, дети вокруг купели в белом).

Осень в том страшном году, трагичная для всех людей, была совершенна в природе. Подряд безоблачные, безветренные дни. Клены в парках золотились и пылали. В безлюдной Москве чисто и тихо. Очерки были написаны в Филевском парке, на заросшей площадке высоко над рекой; днем, как неведомые звери, на ней покоились два колоссальных дирижабля воздушного заграждения. Я часто бродила там одна и уходила, когда они бесшумно возносились в небо в ничем не освещенных сумерках.

30 сентября в ВТО был большой концерт Обуховой, и пела она своим проникновенным голосом о том же: «В густолиственной кленов аллее...» В антракте Вендровская представила меня С. Д. Волнуясь внутри, я внешне была спокойна; стесняясь, извиняясь, попросила его когда-нибудь просмотреть очерки и сказать, стоит ли мне этим заниматься. Он был любезен и обещал сделать это, но не так скоро, потому что через два дня должен был ехать далеко, в Улан-Удэ, принимать постановку «Фронта» Корнейчука — эта пьеса шла во многих городах, и многих критиков посылали в командировки. Я поблагодарила его и отошла в свой ряд.

Отец тогда срочно писал декорации к пьесе «Салют, Испания», и я две ночи помогала ему заливать задник, то есть писать точно такой же оранжево-ало-коричневый парк, как наяву, в Москве, в те дни всеобщего горя и моего счастья.


4

С. Д. вернулся в ноябре совсем разбитый, с пожелтевшим лицом и потухшими глазами. Условия в пути туда-обратно были невыносимы: битком набитый, грязный, насквозь прокуренный вагон, собачий холод и вместе с тем духота. Он, некурящий и чистоплотный, предпочитал подолгу стоять в тамбуре и смотреть сквозь пятна в обледенелых окнах на бесконечные голые пространства, на запущенные вокзалы, на безнадежно ждущих людей с детьми и с вещами. Как он питался — неизвестно. Обо всем этом С. Д. рассказал довольно сытой публике в элегантном псевдоготическом зале Союза писателей. Потом сказал несколько официально прозвучавших слов о «Фронте» в бурятском исполнении. Наконец — насыщенный реалиями и цитатами доклад о монгольском эпосе по материалам, которые он ухитрился там собрать.

Через несколько дней, встретив меня в коридоре ВТО, С. Д. вернул очерки и посоветовал продолжать в том же духе.


5

Шекспировским кабинетом ВТО руководил Михаил Михайлович Морозов, тогда ведущий специалист и переводчик, в plusqamperfectum — тот самый маленький мальчик Мика на картине Серова, а в сороковых годах уже громадный, громогласный мужчина в черном костюме, с черными волосами и темным отливом на щеках. Полный бурной энергии, всегда оживленный, то радушный, то грубый, он всем давал возможность отдохнуть от забот, высказаться о литературе в своем кабинете и даже немного заработать переводами, рецензиями, рефератами. В московских квартирах было нетоплено, сыро, часто темно, а тут, в ВТО, тепло и светло. Дома у всех горе, голод — а здесь можно поговорить о высоких материях и микроскопических тонкостях языка. Во многих учреждениях сидели в шубах — здесь была настоящая раздевалка, можно было прилично одеться.

И потому в ВТО раз в неделю (кажется, по средам) собиралась теалитэлита: Ал. Толстой, Маршак, Михоэлс, Ланн, Кржижановский, Шервинский, Шенгели, Арго, Левик, Станевич, Дынник, Узин, Поль и др. критики и переводчики, а также безмолвные слушатели докладов. Шекспироеды (sic!) спасались у Морозова от морозов, физических и духовных, и без конца жевали, жевали Шекспира на голодный желудок — до последней косточки все трагедии, комедии, хроники, сонеты и прочие стихи и комментарии к ним за триста лет also.

В первые годы войны С. Д. бывал в ВТО довольно часто, его доклады и выступления по чужим докладам любили слушать и высоко ценили. На одном из вечеров он с большим успехом прочитал свой перевод «Песенки» Шекспира. Иногда мы вместе выходили после заседания, обмениваясь мнениями, понемногу узнавая друг друга, и тут же расставались на трамвайной остановке. Зимой С. Д. был плохо одет и зяб, дожидаясь «А.». На нем было короткое поношенное зимнее пальто, старая каракулевая шапка и холодные ботинки. Я уже знала, как он нуждался, как угнетен постоянными неудачами, но об этом не говорилось ни слова. Подходил трамвай, он уезжал либо на Плющиху к А. Г. Бовшек, либо на Арбат, 44, в свою собственную комнатушку. Я шла домой на Воротниковский, 10, где мы жили в бывшем доме Сувировой, первой жены художника Бялыницкого-Бирули (его квартира помещалась в том же дворе, в другом доме). Особняки были превращены в адские коммуналки, однако отцу и матери удалось, выдержав гражданскую войну с жильцами, совсем отделить две комнаты. Одна из них, очень маленькая, была предоставлена мне, когда я кончила школу.

Чтобы понятно было дальнейшее, придется сделать еще одно отступление о себе. Бросив в конце тридцатых годов основную специальность — иностранные языки, Я ушла из ВОКСа, где служила референтом, и занялась графикой, оформлением и шрифтом на выставках и в клубах. Плакаты, цитаты, лозунги и диаграммы требовались повсюду и оплачивались хорошо — у меня было много, по тем временам, своих денег. Кроме того, я работала в библиотеке Московского театра оперетты во время войны. Отец был там главным художником, я помогала ему писать декорации и подрабатывала в бутафорской у Любови Константиновны Ереминой, художницы, встречавшей С. Д. у Хализовых в тридцатых годах, так что с ней я могла поговорить о нем.

В первые дни войны Театр оперетты эвакуировался в Прокопьевск. Основная часть труппы во главе с Яроном уехала, некоторые актеры остались с Аникеевым в Москве. «Сильву» и «Марицу» сплющили в одноактное состояние и показывали днем заезжим военным и москвичам в бывшем помещении Театра сатиры (ныне сломанный дом на Садовой). Публика не раздевалась, сидели в валенках, тулупах и шапках, наслаждались видом полуголых актрис в вечерних платьях, которых за кулисами ждали мамы с шубами и платками.

Театр «Аквариум» стоял совсем пустой, но кое-где в нем теплилась жизнь: работали художники, бутафоры, маляры, столяры; была открыта библиотека, в которой почти никто не бывал, а я сидела целыми днями одна и читала вволю; на первом этаже в одной комнатке жила Клавдия Сергеевна Судейкина, комендант здания — бывшая актриса «Привала комедиантов», бывшая теософка, жена кинорежиссера Леонида Оболенского, пропавшего на войне. С этой очень самобытной уже немолодой женщиной скоро я подружилась. Библиотека помещалась на втором этаже в большой светлой комнате. Кроме маленького рабочего столика и стула были там четыре казенных кресла и круглый стол у окна.

18 июня 1943 года я пригласила туда в гости С. Д. — ждала отказа, однако он охотно согласился. Наши случайные беседы в ВТО были похожи на обрывки, на разрозненные черновики. Здесь можно было поговорить наедине, долго и серьезно. Так как вход с площади Маяковского был закрыт, я вышла встретить его к шести часам у выхода из метро. День был летний, С. Д. пришел в белой рубашке с широко открытым воротником и в белых брюках, выглядел моложе обычного. Я повела его кругом через сад, сплошь засеянный салатом, укропом и петрушкой (актеры сами вскопали его и поделили грядки), потом через заваленные досками задворки, через мастерские, по безлюдным лестницам и коридорам. Все было странно, и я чувствовала, что ему это нравится. Вошли. Они увидели круглый стол, накрытый белой скатертью, уставленный закусками и сластями. Посредине — бутылка розового муската и тонкая вазочка с пышно цветущей веткой жасмина. Около нее несколько интересных книг. Он, вероятно, был удивлен таким неожиданным приемом. Тарелки, чашки, рюмки и серебро я принесла из дома, чтобы доставить ему удовольствие, в его жизни было так мало красоты и комфорта... Мы пировали часа три-четыре, рассуждая о всяких тонкостях. Познакомились глубже. С. Д. откинулся в кресле, явно наслаждаясь, его грустное лицо оживилось, он острил и шутил. Глядя на него, я думала: ему пошел бы костюм кардинала или ученого XVIII века. Говорили о полузабытых, теперь вновь найденных поэтах начала нашего века — он много знал о них, и я жадно слушала. С. Д. Первый рассказал мне о Марине Цветаевой (о ней я не имела никакого понятия) и прочитал два-три ее стихотворения. Затем об имажинизме в поэзии и в прозе, о журнале «Гостиница для путешествующих в прекрасном». Я сходила вниз к Судейкиной и принесла горячий кофе. Под салфеткой были два пирожных и шоколад (при желании все можно было достать даже в 1943 году). Разговор тоже перешел на деликатесы — Джон Донн, Гонгора, Рильке... Мы плавали за стеклами «Аквариума», как золотые рыбки в литературных водорослях. С. Д. не торопился, ему не хотелось прекращать этот сон в летнюю ночь, но к десяти часам все должны быть дома — война... Когда наше окно стало лиловым, мы встали и пошли обратно по темным лабиринтам. В темноте он плохо видел, и местами я вела его за руки, мысленно оказывая дружескую поддержку.


7

В сентябре 1943 года С. Д. почему-то пригласил меня в театр, по контрамарке (вероятно, другие знакомые отказались), на чью-то постановку, в том же б. Театре, сатиры. Спектакль был плохой, даже не помню названия. В антракте мы остались сидеть в зале, беседуя о том да о сем, и тут я сообщила С. Д., что мы очень давно знакомы, и напомнила тот день в Шуколове. Он удивленно, внимательно посмотрел на меня: «Вот как! И та гогеновская девушка, это были вы?» — «Да, это была я».— «Подумать только... une fatalité...» (Не мудрено, что не узнал: сейчас рядом с ним сидела сдержанная особа в длинной черной юбке и кофточке, вышитой китайскими шелками.)


8

28 декабря я еще раз пригласила С. Д. в гости, уже домой, «на елку». Холодной военной зимой хотелось побаловать его уютом. В моей мини-комнатке жарко топилась голландская печка, похожая на камин, дверца оставалась открытой, и тепло лилось прямо на широкий диван, покрытый мехом. Мы сидели на нем, смотрели на веселую игру огня, слушали треск дров и мечтали. В углу справа поблескивали старинные елочные украшения, пахло свечами и хвоей. Рядом, на низком столике, вкусные вещи, портвейн... какие-то стихи. С. Д. грелся, прислонившись к подушкам и к высокой спинке дивана, глаза блестели, он был доволен. Говорили весь вечер, кажется, о книгах. Как он любил книги! Особенно редкие. Я подарила ему «Пословицы и поговорки» Даля. Большие малиновые угли пламенели, переливаясь, угасали. Я пробормотала строчку из «Ворона»: «...and each separate dying ember wrought its ghost upon the floor». С Д. любил Эдгара По, и мы стали вспоминать его стихи и рассказы.


9

С тех пор он стал изредка бывать у меня: я наконец добилась своей тайной цели: упросила его принести мне почитать его новеллы. Бедные пожелтевшие страницы, не познавшие типографского шрифта! Я не литературовед, анализ, критика и оценка их мне и теперь не под силу, это дело опытных ученых, и этому не место в сугубо личных воспоминаниях. А тогда я была совсем не готова к их восприятию. Мы когда-то проходили Свифта на третьем курсе, но можно ли понять Свифта в девятнадцать лет? Так же давно я читала Гофмана, без особого увлечения,— в юности моим любимым писателем был Джозеф Конрад. О существовании Кафки я не подозревала до встречи с С. Д.

Новеллы С. Д. неожиданно обрушились на меня как нечто поразительно новое, я читала их по ночам с любопытством, с недоумением. Они немножко напоминали рассказы Густава Мейринка. Одни вдруг задели за живое, резали, как ножом, и запомнились навсегда; другие показались безжизненными, условными, даже заумными, но над всеми витала безысходность. Не так трудно было понять их, как высказать свое мнение С. Д. Он всегда ждал отзывов от кого угодно, начиная со своих искушенных друзей, кончая рядовым читателем вроде меня. Новеллы настолько сложны и различны, что высказываться о них однозначно было нельзя. Я ограничивалась вопросами и похвалами — даже того, что не совсем поняла. Воображаю, как он смеялся надо мной.


10

После какого-то дневного заседания ВТО, походив по книжным магазинам на улице Горького, мы спустились в Александровский сад. Мне давно хотелось понять С. Д., его мировоззрение в целом, но это было нелегко: я была слишком молода, он был слишком оригинален как мыслитель. Все же на этот раз выяснилось немного: что он предпочитает Гегеля Канту, любит Шопенгауэра, интересуется Сартром. Востоком он не занимался, и основа основ моего бытия — природа была ему чужда. Это был подлинный европеец, горожанин, расколотый бинарными оппозициями, омраченный экзистенциализмом, скепсисом и подменами внешнего порядка. Когда я познакомилась с С. Д., идеологический гнет и вето всемогущей цензуры уже сломили его как писателя, вытравили надежду, погрузили в глубокий, неизлечимый пессимизм. Все это было спрятано внутри, а в поверхностном общении с чужими людьми он был нейтрален, и репрессии тридцатых годов миновали его. Убедившись в том, что в области философии у нас нет ничего общего, я решила не касаться метафизических истин, это было бесполезно. Наша беседа мирно вернулась в привычный мир искусства.

Энвер Ахмедович Макаев, кандидат филологических наук, необозримо разносторонний, изысканно одетый молодой ученый, знавший двадцать языков, готовил в то время докторскую диссертацию «Prolegomena ad Edda» и читал доклады по связанным с ней темам. С ним у меня давно установились чисто товарищеские отношения, мы часто непринужденно общались и купались в морях всемирной культуры: не было такой страны, эпохи, книги, о которой Энвер не мог бы захватывающе интересно и художественно рассказать.

В ноябре 1944 года он позвал меня на свой доклад «О великанах в скандинавском эпосе» в мою альма-матер — Институт иностранных языков. Полагая, что это будет небезынтересно и С. Д., я пригласила его тоже. Ровно падал тихий звездчатый снег. С. Д. встретил меня на углу Девичьего поля. Он был необыкновенно бодр, даже весел. Он вдруг взял меня под руку (!) и бросился бежать через темную пустынную Зубовскую площадь. Я летела рядом с ним сквозь снег — это было восхитительно,— наконец-то он почувствовал себя молодым...

Отлично смонтированный доклад Энвера был насыщен неожиданными сравнениями и примерами на древнеисландском языке; он хорошо знал кеннинги скальдов и приводил их в тексте, попутно объясняя. На вечере присутствовали профессора и аспиранты, несколько студентов. Последовало обсуждение. С. Д. задавал вопросы и выступил с очень положительной оценкой доклада. Энвер был доволен, все ушли в приподнятом настроении.

Решив познакомить их, я вскоре устроила маленький ужин в своей норке. Сама в их разговор не вмешивалась — угощала, слушала, наблюдала. Прекрасно, когда два умных, блестяще образованных мужчины сражаются на рапирах слов... Один — солидный и спокойный, с едва уловимым чувством юмора, другой — полный жизни, самоуверенный, распускающий перед старшим весь павлиний хвост своих знаний. На другой день мы с Энвером пошли в какой-то музей, и мой товарищ был совсем не в духе; а С. Д. потом отзывался о нем с несвойственным ему добродушием: я думала, что будет наоборот.

О политике, о войне мы почти не говорили. Недоверия не было и тени, но мы будто инстинктивно берегли друг друга. С. Д. неохотно сообщал о своих поездках на фронт, о том, что видел там, и я не знала, как он относится к войне. В его произведениях звучат порой твердые, мужские ноты, он много изучал историю и был точен в описаниях военного дела и быта; но здесь, у меня, все это оставалось в стороне — он, вероятно, решил превратить меня в некий заповедник для отдыха от тяжелых впечатлений, однако я испытывала угрызения совести, так как не желала отрываться от действительности. Он же вел себя как в оранжерее: мы бродили среди литературных орхидей и раффлезий, любуясь ими, потом выходили в противоположные двери, каждый в свой мир. У меня дома С. Д. ни разу не столкнулся с родителями, хотя был знаком с ними, ни разу не ужинал со всеми в столовой. Никто из моих родных и друзей не знал о наших встречах, и он никогда не предлагал мне познакомиться со своими. Полная изоляция установилась сама собой, мы не сговаривались об этом, но, кажется, оба находили в ней что-то возбуждающе-острое.


13

В сороковых годах я бывала на концертах в доме-музее Скрябина. Музыку слушали в темной гостиной; Софроницкий играл при свечах. Скрябин и Шопен были музыкальным подтекстом общения с С. Д. и всех тогдашних переживаний. Мария Александровна Скрябина, талантливая артистка, унаследовавшая обаяние отца, устроила в ВТО вечер классической трагедии и с полной самоотдачей сыграла Антигону. С. Д. был восхищен ее игрой, особенно сценой, где она перед смертью в экзальтации разрывает на себе цепи. В конце войны М. А. попыталась организовать в музее светомузыку, поставить «Прометея», но средств и техники не хватало. Цветные лампочки на длинных шнурах и аккомпанемент старой фисгармонии не давали грандиозного эффекта.

Мы с Энвером увлекались тогда синестезией, читали «Философию искусства» Б. Христиансена, «Синтетическую историю искусств» Маца, Вёльфлина, Волькенштей на и т. п.; об этом я рассказывала С. Д.— это увлечение было не чуждо и ему.

Театральная жизнь тогда, несмотря на страшное давление сверху и зверства Главлита и реперткома, была очень интенсивна, и в узком кругу высказывались интересные мысли. Акимов поставил «Дракона» Шварца — это был исключительно яркий, стилизованный спектакль. Мне посчастливилось увидеть генеральную репетицию в «Аквариуме», после которой его моментально сняли.


14

А быт был ужасен. Однажды С. Д. проговорился, что все утро пробовал колоть дрова на дворе и чуть не отморозил руки (сомневаюсь, что он умел колоть и пилить...). В подъезде дома в Земледельческом переулке, где жила А. Г. Бовшек, были выломаны окна, полуразрушена стена, не закрывались двери, царил непроницаемый мрак — только в полнолуние видно, куда идешь.


15

Образ/понятие — самый любимый творческий прием С. Д.; он был взят им из имажинизма и разработан до совершенства. Примеры его рассеяны по всем его произведениям, от научных статей до фантастических новелл. Из записок о путешествии в Среднюю Азию: тени вагонов бегущего поезда/цепь ромбов, сцепленных белыми полосами/мелькание мгновений = время; мелодия восточной флейты/разматывание чалмы = характер музыки; из рассказа: «...стих, который, взяв квадрат земли... за четыре конца, растягивает кладбище до...», или: «Тогда я, обойдя стих кругом, вошел в него через „купили"...» и т. д., и т. д.— их масса. Каждый образ латентно содержит и подсказывает понятие, каждое понятие понимается в образе, через образ. С. Д. виртуозно владел смыслами слов, его точный, предельно сжатый, но, в общем, реалистический язык открывает непредвиденные семантические ряды, вызывающие в подсознании читателя непредвиденные образы, новые впечатления. И статьи, и новеллы развиваются сразу в двух аспектах, в конкретном и в отвлеченном. Удивительный язык!


16

В жизни бывают странные совпадения, начинаешь верить в эту самую fatalité: или все — не случайно? В поисках работы я зашла осенью 1945 года в Гослитиздат, показала свои рисунки главному художнику Ильину, они понравились, и тут же заказали мне обложку, титул и заставки к «Избранному» Юлиана Тувима. Так как надо было переосмыслить в графике содержание книги, выдали один рабочий экземпляр на дом. Тут и обнаружилось неслучайное совпадение: взяв работу, я не подозревала, что в сборник включены переводы С. Д., а он не знал, что обложку буду делать я. Мы были поражены и восприняли это в плане символики, даже мистики; это было в его вкусе. Он принес стихи Тувима и помог прочитать их в подлиннике (кстати, я еще до того, наспех подучила польский язык, родной язык С. Д.). Поэт оказался мне очень близок, в его стихах скрывалась большая глубина, привлекали человечность и прорывы в космическое сознание. Предложила редакции четыре варианта, выбрали один, я его переработала и сдала. Книга вышла в 1946 году (Тувим Ю. Избранное. М., 1946). С. Д. перевел девять стихотворений, выбор которых мне представляется очень субъективным; он мог бы написать сам «Слово и плоть» и «Зиму бедняков» (может быть, «Сорок весен» и «У окна», они тоже совпадали с настроением тех дней). Без влияния С. Д. я не смогла бы так верно решить эту задачу; так же как и он, я стремилась к максимальному обобщению в самой лаконичной форме.


17

Объяснение произошло после трех лет утонченной игры. Мы расстались в одиннадцать часов, но я до двух часов ночи носилась по Москве в вихре чувств, наивно веря, что принесу ему радость и vita nuova...


18

С. Д. был большим любителем символики, иносказаний, двойных и тройных смыслов слов. Это относилось и к вещам, «случай /fatalité» с Тувимом подтвердил это.

У меня было бабушкино серебряное яйцо, оно раскрывалось, изнутри вынимались подставочки и ввинчивались снизу — получались две одинаковые рюмки с позолоченным нутром. С. Д. нравился этот маленький символ наших отношений, мы пили из них вино. Когда он бывал в ударе, он приводил много занятных случаев из книг и из жизни, которые я, к сожалению, не помню. Одним из самых изящных символических рассказов его я считаю «Дымчатый бокал».


19

«Затиск» — другое любимое слово С. Д. В нем сконцентрировалась вся его тоска по свободе мысли, вся горечь автора без читателя, поневоле не достигшего полноты самовыражения. Он высматривал аналогичные судьбы в жизни и в литературе. Одно время собирал для монографии материал о венецианском доже Дандоло; симпатизировал мужу Софьи Ковалевской, непризнанному таланту которого она была, по мнению С. Д., обязана своим успехом.

Однажды, в минуту откровенности, С. Д. произнес: «Как-то я стоял на мосту через Яузу, смотрел на реку и повторял: Яуза, Яуза, Я...уза, я... узок; я — узок. Наверно, я узок, многого не понимаю,- не принимаю. Звуковая ассоциация подсказала мне это». Я была согласна в душе, но промолчала сперва, потом стала опровергать, а сама думала — он не причастен к сущности естества, к целостности мира, оттого не понимает многого, а люди не понимают его. Замкнут на себя. Мне казалось, что причина его невзгод коренится в эгоцентризме. Затиск давил не только снаружи, он душил его изнутри.


20

Весной 1946 года С. Д. был болен, стал шататься на улице, бояться переходить площадь. Узнав, до чего он истощен, я передала ему через соседку, жену доктора Преображенского, в квартире А. Г., набор полезных яств — мед, лимон и прочее. Но этого было мало, нужен был рыбий жир, купить который в аптеке было невозможно. Мать моей подруги, детский врач В. А. Лебедева, достала мне бутылку этого ужасно невкусного продукта, а ее надо было доставить дальше, переступить один порог. Я позвонила Анне Гавриловне Бовшек, и она попросила меня привезти лекарство в Камерный театр, где преподавала художественное чтение. За обедом я ничего не ела, потом взяла себя в руки и поехала туда. Около пяти часов занятия уже кончились, никого не было. А. Г. ждала меня в пустом классе. Спиной к окну передо мной стояла невысокая смуглая женщина с гладко причесанными темно-каштановыми волосами. Она приветливо протянула мне руки, улыбнулась и просто поздоровалась со мной. Я отдала рыбий жир, она тепло поблагодарила и вдруг обняла... по мне пробежала молния. В ее добрых карих глазах затаилась тревога — вся тяжесть изнанки его жизни лежала на ней. У меня хватило духу спросить об его здоровье, дружески попрощаться, но не помню, как я очутилась на Тверском бульваре, на лавке против театра, в неописуемом состоянии. Заходило солнце, бегали дети. Я назвала ее Santa Anna: ведь она все знала обо мне — от него.


21

В конце войны Ярон вернулся со своей частью труппы и, нуждаясь в молодых актерах, решил открыть студию Московского театра оперетты — «это вам не что-нибудь!!» (придумал гимн с таким припевом). На конкурс явились самые неподходящие личности — женщина-кочегар, портнихи, уборщицы, мясник и два рабочих в кепках. Они умели очень лихо отбивать чечетку и шпарить подряд частушки. Одна, в вытянутой шерстяной кофте и серой косынке, спела с надрывом «Ой, мамо, мамо». Все было очень смешно, тем не менее жюри из опереточных звезд сумело отобрать двадцать человек, и студию открыли. Учебный план задумали самый серьезный, с историей партии по «Краткому курсу» и с историей театра — тут понадобился лектор. Место давало почасовую оплату и продовольственные карточки. Я предложила его С. Д., и он со вздохом согласился (непонятно, почему у него, члена ССП, не было карточек?). Самое нелепое в этом деле — неизмеримая разница уровней образования, он читал лекции в вакууме. Избегал меня в театре, где мы когда-то пировали в первый раз, все изменилось, а на вопрос «как дела в студии?» отвечал, махнув рукой: «Да никак. Мне все равно». Уже многое было все равно. После болезни он тоже изменился, постарел, поблек. По-прежнему только ничего не удавалось, он устал, уже не хватало сил бороться.


22

Этот эпизод лучше бы не вспоминать, но он выявил характерную черту в характере С. Д. Хотя он был занят инсценировкой «Кола Брюньона» для оперы Кабалевского, все так же не хватало работы, не было денег. Я совершила непростительную глупость — убедила его взять у меня взаймы восемьсот рублей (старыми деньгами); не надо было этого делать. Как раз в это время грянула первая денежная реформа, номинально сумма уменьшилась в десять раз. С. Д., решив отдать долг, не представляю каким образом, собрал восемьсот рублей новыми деньгами и вызвал меня на квартиру А. Г. (когда она была на работе). Между нами произошло столкновение, чуть не поссорились тогда. Как я ни доказывала, что теперь следует отдать восемьдесят рублей, С. Д. не слушал, сердился, заставлял взять восемьсот. Где был его чистый разум? логика? здравый смысл? Я вышла из себя и запустила конверт с деньгами под тахту. Ползать при мне, искать его он не стал бы ни за что в жизни — и так хватало всяческих унижений. Но я вовсе не хотела его унижать, я не хотела брать эту сумму. Конечно, С. Д. был шокирован этой озорной выходкой. Я извинилась и ушла, не взяв ничего. Через неделю он передал мне восемьдесят рублей, сообразив наконец, что к чему.


23

Еще раз неожиданно столкнула нас fatalité. Зимой 1947 года отец получил на два-три дня работу в клубе Осоавиахима в бывшем ресторане «Яр», и я опять помогала ему что-то красить, и опять совпадение — в эти же дни С. Д. читал там какие-то лекции. Раза два мы вышли вместе и, едва дыша в автобусном затиске, удивлялись этому случаю.

В апреле 1947 года я напросилась в гости на Арбат, ссылаясь на женское любопытство. С. Д. пригласил меня в самое неудобное время, в четыре часа дня. В конце темного коридора старой общей квартиры — дверь направо в его собственную комнату, которую он получил в 1922 году после переезда из Киева в Москву. Вошла вслед за ним, повесила пальто на гвоздь у двери и огляделась: тесная-тесная, узкая комната, старомодное окно прямо в дом напротив; перегруженные книжные полки; кровать с одной плоской подушкой; стол у окна, два стула, шкаф. Несомненно, он описал эту жилплощадь в рассказе «Квадратурин». С. Д. растерянно предложил мне сесть на стул, сам сел на другой. Разговор не клеился. Он принес и положил на стол, покрытый бледной клеенкой, две порции мороженого в бумажках. Я попросила блюдце и ложку. Поискав довольно долго, он дал мне позеленевшую медную ложечку — я никогда ее не забуду... Разговор опять не клеился. С. Д. встал и принес из кухни эмалированный чайник с кипятком. Пили жидкий чай в граненых стаканах, закусывая жестким и пресным печеньем. С. Д. был чем-то удручен, и путешествия в прекрасное не получилось. Он стал показывать мне фотографии и рассказывать о себе. Вот на выцветшей карточке дама в широком кринолине шестидесятых годов прошлого века — его мать, Фабиана Пашута. Вот четыре сестры; одна из них — редкая красавица византийского типа, Елена,— долго не могла я оторваться от ее лица... как жаль, что она давно умерла. Вот он сам сидит на каменном парапете на Капри — тонкий, длинный молодой человек. Еще студентом Киевского университета, он на скромные средства отца отправился за границу, как тогда полагалось, прежде всего в Италию. С. Д. рассказывал и об убийстве Столыпина — он в тот момент был на улице, увидел бегущих людей, побежал с ними. Его семья жила в Преславинском переулке. Потом еще о своей дружбе с Северцовыми, уже в Москве, в двадцатые годы, когда увлекался биологией и часто бывал у них.

В этой унылой комнате он был совсем другим, выглядел намного старше, а голос его звучал мягче, теплее. У него было очень выразительное лицо, особенно глаза, небольшие, умные, неразгаданные, они вдруг темнели изнутри, если наплывала тревога или тоска. Я заглянула в их глубь в тот вечер, как в беспросветную бездну: мне стало не по себе, душу защемила жалость. Скоро собралась уходить, и С. Д. тихо, грустно сказал мне: «А-а, вы никогда не поймете меня, вечно юная Нэле. Между нами двадцать четыре года... все могло быть иначе. Не пытайтесь меня воскресить, лучше направьте свои силы на что-нибудь другое...»

Идя оттуда по арбатским переулкам, я испытывала раздвоение — и смешным показалось его хозяйство, его робкая неумелость — ведь даже пальто не подал, хотя был воспитан как настоящий джентльмен; и гнетущим было впечатление, которое осталось от этого дня. Пусть невероятно: в интимные минуты я чувствовала себя старше его. Я была сильна, жизнеспособна, неуязвима и как бы с высоты смотрела на иззябшего затерянного ребенка, лишенного материнского тепла. Иллюзия на миг! На самом деле — пустой, холодный взгляд, иронический извив губ, вежливое «вы». Рассудок нашептывал мне то ли вывод, то ли совет: не берись не за свое дело. Если даже Santa Anna не смогла.


25

У нас возникли резкие разногласия по поводу рассказа «Вальс ночных туманов». Готовился к печати сборник «Польская новелла», несколько переводов сделал С. Д. (в том числе конгениальный ему «Клуб шахматистов» Свентоховского); обложку опять рисовала я, на этот раз не случайно. Мне совсем не понравился этот душещипательный «Вальс» со всеми его неоромантическими аксессуарами: луна, тучи, кладбище, бедный скрипач etc. Я откровенно высказала свое мнение С. Д., несмотря на то, что он этот рассказ расхвалил. Он, вероятно, обиделся на меня. Как мог этот едкий сатирик, строгий критик, эстет, хвалить такой сентиментальный вздор? Где-то в недрах его изощренной натуры таился элемент, противоречащий его образу мысли, и это открытие изумило меня.


26

Куда только ни посылали его читать лекции и доклады! В августе 1948 года С. Д. должен был выступить в фабричном клубе где-то за Пресненской заставой.

Мне хотелось послушать его после долгого перерыва, узнать обстановку. Спросила адрес клуба, он не без иронии написал на клочке: «Пролетарский П/труд» (то есть пруд или труд). Я не скоро добралась туда на трамвае через море коричневых домишек, деревянные трущобы. Четырехугольный городской пруд. Мальчишки. Мусор. Кирпичные стены. Зал с Портретом, лозунгами, графином и кумачом. Сонная одурь, только радио бубнит свое. Пришло всего шесть баб с детьми и три парня в майках — чего-то послушать. Сев за стол против графина с мутной водой, С. Д. начал неохотно и вяло рассказывать им что-то о французских классиках (это мог бы сделать студент-практикант). Было досадно, обидно за его интеллект, эрудицию, потраченное время. Но время — деньги. Отделался через час. Вопросов, разумеется, не было. Я ждала у входа, и он был видимо доволен, что его слушал хоть один понимающий человек. Ехали молча, все было понятно без слов. Он плохо себя чувствовал физически, но отправился на Курский вокзал встречать А. Г., а я — домой, с серым камнем на груди.


27

С. Д. не подарил мне ни одной книги, не принес ни одного цветка со словами: «Нэле, это тебе». Тот, кто всегда обращается на «вы»,— не настоящий друг, об этом писал Пушкин. Эта была не дружба, а подспудная конфронтация при эфемерном сходстве интересов. Неизвестно, как он относился ко мне, почему не приходил по три месяца, почему вдруг звонил, приходил и сидел от шести до десяти. Такой педантизм раздражал меня, однообразие мучило: хоть бы раз куда-нибудь поехать, пойти — нет. Следуя политике открытых дверей, я не задерживала его ни на минуту, не спрашивала о следующей встрече, никогда не требовала ничего. Наверно, именно эта политика устраивала С. Д., можно было не бояться очередного затиска. Он был осторожен в поведении, застенчив в быту и кое в чем боязлив. В результате возникло отчуждение от простых людей и вещей. Он сознавал это и выразил в таком техническом афоризме: «Мой годный мотор стучит вхолостую, потому что нет приводных ремней».

28 декабря 1948 года С. Д. был у меня на елке в последний раз. Пришел сам не свой — возбужденный, нетрезвый, нетерпеливый. Лицо покраснело, глаза потемнели, седые волосы неприглажены — я ни разу не видела его в таком состоянии, все существо на грани отчаяния. Он говорил отрывисто, горько: «Врачи нашли у меня белокровие... скоро меня не будет. Прозевал всю жизнь. Если вы доживете до... может быть, напомните обо мне...» (Обещала, дожила, напоминаю.) Помочь ничем было нельзя. Пытаясь отвлечь его, я болтала о злободневных пустяках, угощала сосисками с пивом. С. Д. любил этот большой стеклянный кувшин, вмещавший три литра, с удовольствием держал его в своих больших белых руках. В десять часов он, как всегда, ушел, оставив очень тяжелое впечатление. Пора все это прекратить, подумала я, пора. И он больше не звонил и не приходил.

В марте 1949 года я зашла в Гослитиздат доказать эскизы к сборнику «Польская новелла». Совсем неожиданно столкнулась с С. Д. на лестнице, поздоровалась, конечно не собираясь задерживать его. Он посмотрел на меня каким-то невидящим взором и чужим тоном сказал: «Ах, это вы...» Не узнал! Не узнал, стоя лицом к лицу. Я была ошеломлена. Потом он сидел с кем-то на диване в коридоре, разговаривал о делах. Я два раза прошла мимо, в отдел и обратно, не замечая его, и он не замечал меня. Это был конец. Я была тогда в черной шляпе и в черном пальто — как в трауре. Больше никогда не видела я этого несчастного человека.


30

В ответ на какие-то признания или обещания С. Д. однажды сказал: «Есть только память разума, нет памяти чувств». Тогда я приписала это его рационализму, теперь думаю, что он был прав. Почти через полвека в памяти остались голые факты — осмыслявший их эмоциональный фон исчез. «Вечно юная Нэле» (ей семьдесят семь лет) пишет об этих фактах сейчас в той же прекрасной местности, всего в четырех километрах от Шуколова, и перед ней стоит вазочка с веткой жасмина. Его нежный, острый запах помогает вспоминать факты и чуть колеблет память чувств — давным-давно забытую печаль.

С. Д. Кржижановский не дожил до наших дней, когда его имя возникло из небытия. Что сказал бы он об этом чуде? Поздно меня воскрешать? Или что-то вроде fatalité? Если бы вера в бессмертие души научно подтвердилась, он должен бы испытать наконец радость. У С. Д. не было настоящего, однако он заслужил будущее — всем своим оригинальным творчеством и страданиями пожизненно непризнанного писателя.

Деревня Стрёково 18 июня 1989

Opublikowano w: «Возвращение Мюнхгаузена» część «Воспоминания о Кржижановском», Художественная литература, Leningrad, 1990.

Książkę «Возвращение Мюнхгаузена» prezentujemy na podstronie Wydane w Rosji.

Powrót do spisu treści

Tu mieszkał

Dom przy ul. Arbat 44 w Moskwie, w którym pod nr. 5 Z. Krzyżanowski mieszkał w latach 1922-1950.



Wyświetl większą mapę


Powrót do spisu treści

Анна Бовшек. Жизнь поперек строк

Film dokumentalny Kanału "Kultura" (Rosja)

Tytuł oryginalny: Анна Бовшек. Жизнь поперек строк
Rok produkcji: 2009
Produkcja: Rosja, ГТРК "Культура"
Reżyseria: Igor Kaliadin
Występują: Nina Molewa, Awangard Leontiew, Natalia Danilenko


Opis filmu

Film opowiada o Annie Bowszek, wybitnej aktorce, uczennicy Konstantina Stanisławskiego, Leopolda Sulerżyckiego i Jewgienija Wachtangowa, reżyserce i wykładowczyni artystycznej deklamacji. Anna Bowszek była żoną i muzą Zygmunta Krzyżanowskiego. Wśród jej uczniów znalazło się wiele znakomitości: Gieorgij Ansimow, Giennadij Piecznikow, Siergiej Nikonienko, Ałła Mieszieriakowa, Awangard Leontiew, Ludmiła Kasatkina i in.



Powrót do spisu treści

O poczuciu narodowości
Zygmunta Krzyżanowskiego

Oto, w jaki sposób określana jest narodowość Zygmunta Krzyżanowskiego w różnych źródłach biograficznych, w tym encyklopediach (zarówno drukowanych, jak i – obecnie najpopularniejszych – internetowych):

Rosyjska Wikipedia

Сигизму´нд Домини´кович Кржижано´вский (30 января [11 февраля] 1887, Киев — 28 декабря 1950, Москва) — русский советский писатель и драматург, философ, историк и теоретик театра.

Биография и творчество

Сигизмунд Кржижановский родился 11 февраля (30 января) 1887 года в окрестностях Киева в семье выходцев из Польши Доминика Александровича и Фабианы Станиславовны Кржижановских. После выхода на пенсию главы семейства семья поселилась на окраине Киева.

Angielska Wikipedia

Sigizmund Dominikovich Krzhizhanovsky (Russian: Сигизму´нд Домини´кович Кржижано´вский;(…) Polish: Zygmunt Krzyżanowski; 11 February [O.S. 30 January] 1887, Kiev, Russian Empire – 28 December 1950, Moscow, USSR) was a Russian and Soviet short-story writer who described himself as being "known for being unknown"; the bulk of his writings were published posthumously.

Life

Krzhizhanovsky was born in Kiev to a Polish family on 11 February 1887.(…)

Francuska Wikipedia

Sigismund Domenikovitch Krzyzanowski (Сигизму´нд Домини´кович Кржижано´вский en russe), né le 11 février 1887 a Kiev et mort le 28 décembre 1950 a Moscou, est un écrivain, romancier et dramaturge, philosophe, historien et théoricien du théâtre de la premiere moitié du vingtième siècle. (…)

Biographie

Fils d'un polonais immigré a Kiev, après un séjour forcé en Sibérie, conséquence de l'impitoyable répression de l'Insurrection polonaise de 1861-1864 par l'Empire russe (…)

Holenderska Wikipedia

Sigizmund Dominikovitsj Krzizjanovski (Russisch: Сигизму´нд Домини´кович Кржижано´вский) (Kiev, 11 februari 1887 – Moskou, 28 december 1950) was een Russisch schrijver van Poolse afkomst, vooral van korte verhalen. Leven Krzizjanovski werd geboren uit Poolse ouders. (...)

Polska Wikipedia

Zygmunt Krzyżanowski (ros. Сигизму´нд Домини´кович Кржижано´вский, Sigizmund Dominikowicz Krżyżanowski, ur. 11 lutego 1887, zm. 28 grudnia 1950) – rosyjski pisarz, eseista i tłumacz polskiego pochodzenia. (...)

Internetowa Encyklopedia PWN

Krzyżanowski Zygmunt, Sigizmund Krżyżanowski, ur. 11 II 1887, k. Kijowa, zm. 28 XII 1950, Moskwa, pisarz rosyjski, pochodzenia pol.; erudycyjna proza filoz. z elementami fantastyki i groteski (Wspomnienia z przyszłości), dramaty, eseje.

Nowa Encyklopedia Powszechna

(Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1995, t. III, s. 596)

KRZYŻANOWSKI ZYGMUNT, Sigismund Krżyżanowski (1887-1950), pisarz ros. pochodzenia pol.; uprawiał erudycyjną prozę filoz. z elementami fantastyki i groteski (…).

W ten to sposób postać Zygmunta Krzyżanowskiego prezentowana jest międzynarodowej społeczności. Tymczasem sam Krzyżanowski wielokrotnie jednoznacznie deklarował swą polską narodowość, co w realiach ZSRR okresu stalinizmu wiązało się z niemałym ryzykiem.

Jednym z dowodów na poczucie polskiej przynależności narodowej są wpisy Krzyżanowskiego do księgi meldunkowej Domu Wypoczynkowego dla Twórczej Inteligencji w miejscowości Koktebel na Krymie, utworzonego w domu poety Maksymiliana Wołoszyna. Do wpisów tych dotarła we wrześniu 2011 r. Walentyna Mikołajczyk Trzcińska, tłumaczka dzieł Zygmunta Krzyżanowskiego.

Wpis z 1925 r. Kliknij, aby powiększyć

Wpis z 1925 r.

Wpis z 1927 r. Kliknij, aby powiększyć

Wpis z 1927 r.

Wpis z 1928 r. Kliknij, aby powiększyć

Wpis z 1928 r.

We wszystkich wpisach w rubryce „Narodowość” (czwarta od lewej) powtarza się słowo „Поляк” - poniżej w powiększeniu:

Narodowość - Polak

Uzasadniony jest zatem wniosek, że właściwy zapis w notkach biograficznych o Krzyżanowskim powinien uwzględniać następujące fakty:

- urodził się jako poddany cara rosyjskiego w Kijowie,
- tamże się wychowywał i kształcił,
- był POLAKIEM tworzącym w języku rosyjskim,

a nie, jak się go dotąd przedstawia jako: „Rosjanina pochodzenia polskiego” albo/i „pisarza rosyjskiego i radzieckiego”!

Dom-Muzeum Maksymiliana Wołoszyna w Koktebelu

Muzeum mieści się w domu zbudowanym w latach 1903-1913 przez M. Wołoszyna i jego matkę. Ich dom stał sie miejscem spotkań wybitnych poetów, pisarzy i działaczy kultury, takich jak O. Mandesztam, A. Biełyj, M. Gorki, W. Briusow, A. Tołstoj, M. Bułhakow, W. Wieriesaiew, A. Grin, S. Efron. M. Cwietajewa, I. Erenburg, M. Zoszczenko i inni.

Od 1984 r. w tym miejscu znajduje się muzeum poświęcone poecie oraz wybitnym postaciom rosyjskiej i światowej kultury, którzy gościli w tym domu jeszcze za jego życia.

Mapka Krymu Kliknij, aby powiększyć

Mapka Krymu


Dom Wołoszyna

Dom Wołoszyna


Tablica informacyjna muzeum

Tablica informacyjna muzeum


Pomnik Wołoszyna

Pomnik Wołoszyna


Tablica na cokole Kliknij, aby powiększyć

Pomnik Wołoszyna


Zdjęcia i reprodukcje: Maciej Wojciechowski

Powrót do spisu treści

 

Ostatnia aktualizacja: stat4u